Treking zza Girewi pod Atsuntę (dzień drogi od końca świata)

by Gosia
0 comment

Jednak rozbijanie namiotu w pochyłym terenie nie pozostaje bez wpływu na jakość snu, nawet jeśli tak mogłoby się wydawać po całym dniu marszu. 
Chyba w żadnym z naszych trzech namiotów nie doszło do porządnego wyspania się, za to wszyscy martwili się a to, że sami wyjadą z namiotu nogami do przodu (i przez ścieżkę w przepaść) a to, że namiot zjedzie po tej pochyłości w przepaść. O konieczności nieustannego podciągania się w górę na karimatę nie wspominając. Poza tym nasłuchiwaliśmy wszystkich odgłosów nocy, od szeleszczenia trawy, przez huk potoku, stukot kropli deszczu bladym świtem czy wreszcie ujadanie psów pilnujących stada kilkaset metrów od nas. Z ulgą powitaliśmy poranek. Na nogi postawiła nas mocna kawa a energii dodał oczywiście ser i wciąż świeży chleb z Omalo. Jeszcze tylko nabrać mały zapas wody, wrzucić tabletki uzdatniające do butelki i można ruszać.  Chmury stopniowo odsłaniały kolejne obłędne widoki, a my to w dół, to w górę przemierzaliśmy wzgórza poprzecinane strumieniami. Przez cały dzień spotkaliśmy kilku pasterzy. Czasem bardziej wyobrażaliśmy sobie, że gdzieś tam są i w sobie tylko znany sposób odwołują z posterunków czyhające na nas psy. Psy pasterskie są rezolutne- wiedzą że mają pilnować stada i strzegą określonego obszaru wokół pasących się owiec. Problem pojawia się wtedy, gdy stado podejdzie blisko szlaku, a tym szlakiem idą turyści. Wówczas turyści stanowią w oczach psa zagrożenie dla owiec i są na jego terytorium. W takiej sytuacji pies, choćby czuwał 100 metrów poniżej, rzuca się w stronę turysty ujadając. Nie mówiąc o tempie jakiego nabiera zbiegając z góry. Zwykle pojawia się kilka psów i sprytnie rozstawiają się co kilkadziesiąt metrów, tak jakby chcieli zaganiać turystów jak owce. Co robić w takiej sytuacji? Pies nie powinien się rzucić na człowieka, tylko go przegonić. Mimo wszystko warto mieć gaz. Nam się nie przydał, ale wyciągaliśmy go parę razy. Aha, gaz ma być pod ręką, bo pies dobiega w kilkanaście sekund i nie ma czasu szukać go na dnie plecaka. Ale przede wszystkim trzeba stanąć spokojnie i poczekać aż sytuację zauważy pasterz, który jednym gwizdnięciem odwołuje akcję psów i można spokojnie ruszać dalej. 

szałas pasterski

krowy lubią wysokości powyżej 2500


Oprócz spotkań z psami to był dzień zmagań ze strumieniami i radziecką inżynierią genetyczną. Bo drugim po psach potencjalnym niebezpieczeństwem jest w Tuszetii barszcz sosnowskiego. Jak wiadomo lubi wilgoć i ciepło i wyglada na to
że w wakacje ma tu idealne warunki rozwoju. Większość mijanych osobników już nie kwitła, ale czasem trafialiśmy na kwitnące barszczowe łąki i musieliśmy korygować trasę. Ścieżka to wspinała się, to opadała, woda w strumieniach była coraz chłodniejsza a my powoli nabieraliśmy wysokości. 

szlak prowadzi strumieniem

taka pogoda i takie widoki trzeci dzień

Po 15 zza zakrętu wyłonił się długo oczekiwany przez nas widok- ostatniego biwaku przed przełęczą Atsunta. Po półgodzinie marszu mozna było odczytać napis na brezentowej ścianie namiotu. SHOP. Tu, dzień drogi od ostatniej wioski ktoś prowadzi sklep!


Zdecydowaliśmy się rozbić obóz, trochę odpocząć i zrobić pranie. W sklepie urzędowała pani z panem. Na sprzedaż mieli czaczę, piwo, konserwy i własnoręcznie wypiekane chaczapuri. Ser robili sami, mleka dostarczały ich pasące się dookoła krowy. Konstrukcje szałasów, brezent, prycze i wszystko co tam mieli (łącznie z solarem) przywieźli konno. 

Pranie i kąpiel w lodowatym strumieniu bardzo nas ożywiły i skłoniły do zakupu bimbru z kanistra. Wieczór był zimny i wietrzny, pełen obserwacji życia krów na wysokościach, wędrówki owiec zboczem po drugiej stronie rzeki i wreszcie – ożywiony przybyciem gości do właścicieli sklepu. Przyjechali konno, objuczeni, wycałowali się i rozmawiali do późna w noc. 

Kolację zjedliśmy królewską – Zalewany wrzątkiem liofilizat, jedzenie himalaistów i kosmonautów. 100%naturalnych składników, bardzo sycące i przede wszystkim ciepłe. Poszliśmy spać wcześnie, bo nazajutrz czekał nas najtrudniejszy dzień wyprawy- przekroczenie przełęczy Atsunta, czyli wspięcie się na ponad 3500m n.p.m. 

czacza 67% z kanistra

naprawdę pyszne liofilizaty Lyofood

piwo okazalo sie towarem pierwszej potrzeby

Powiązane posty

Leave a Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.