Belgrad, Budapeszt, pociagowe przejscia rowerowe

by hajski
0 comment

Wracamy. Belgrad okazal sie bardzo przyjemnym, imprezowym miastem z całą masą knajpek, kawiarni i klubow. Widac ze wiedzą tutaj jak sie bawic, na kazdym rogu stoliczki, tlumy w parkach, muzyka na zywo. Zaliczylismy super koncert w knajpce z widokiem na Sawe. I kiedy ja podziwialam doskonala muskulature skrzypka, chlopaki pobili swoj piwny zyciowy rekord. Od 12 w poludnie do polnocy przyjeli 13,5 piwa na osobe.
No i ciezko bylo wstac na poranny pociag do Budapesztu. Nie obylo sie bez przygod: pociag prowadzi wagon rowerowy, ale nie mozna kupic do niego biletu. W zwiazku z czym konduktor po wegierskiej stronie granicy od razu zaproponowal nam kare. Po krotkich negocjacjach (Jacek bardzo filozoficznie podszedl do tematu: “nie moze pan nas ukarac jesli nie mielismy jak dotad mozliwosci unikniecia tej kary”) zapowiedzial ze jeszcze do nas wroci, ale do Budapesztu mielismy spokoj.
Tu z kolei odstalismy swoje probujac kupic bilety rowerowe do Warszawy. Wszystkie miejsca sa zarezerwowane, wiec jedziemy na pol legalnie. Mamy bardzo duzy rowerowy bilet, ma 3 wypisane przez kalke strony plus wydruk. Do tego polski bilet kupiony w Warszawie plus zawieszka na 1 rower. 2 rowery jada legalnie tylko do Bratyslawy, ale zawiesilismy wszystkie 3, pomieszalismy kwity i obserwujemy rozwoj sytuacji. W Breclaviu, przed poludniem, dosiedli sie rowerowi Czesi z butelka rumu 🙂 osuszyli ja przed Ostrava.
Ilosc naszych biletow i ich rozne formaty i jezyki skuczecznie mącą w glowach kolejnym druzynom konduktorskim. Czesi tez sie nie zorientowali ze jedziemy bez biletow rowerowych.

A my w drodze juz zaplanowalismy kolejne 2 wyjazdy. Najpierw od zrodla Dunaju (Donaueschingen w Niemczech) do Wiednia, plan na ten rok. W przyszlym chlopaki nadrabiaja Wieden – Budapeszt a potem jedziemy do konca: Belgrad – Morze Czarne, 1000km z czego 800 przez Rumunie.

Powiązane posty