Bieszczady – weekend z plecakami

by hajski
0 comment

Przeszliśmy kawałeczek – chcemy więcej!
Piękne widoki, puste szlaki, niesamowity klimat w schroniskach.
1 dzień – Komańcza-Cisna, 10 godzin marszu, 34 kilometry. Spotkaliśmy po drodze tylko 3 osoby! Buty górskie dały radę, ale stopy bolały nas przeraźliwie. Noc spędziliśmy w Bacówce pod Honem, kilkaset metrów od Cisnej.

2 dzień – Cisna – Jaworzec – Nawodnieni oranżadą z Cisnej, z zapasem kiełbasy, konserwą i obowiązkową owsianką ruszyliśmy dalej. Udało nam się nawet złapać Bieszczadzką kolejkę leśną – ale tylko na zdjęciu, tak nam się spieszyło na łono natury. Pierwsze podejście z Cisnej było szokująco strome 🙂
Zaczęło się upalnie, a w trakcie przeszła nad nami górska burza. Na szczęscie zdążyliśmy schować się do lasu. Nogi bolały jeszcze bardziej, za to schronisko w Jaworzcu i jego niezwykły klimat, pyszny kapuśniak, zapiekanki i zimne piwo wynagrodziły trudy wędrówki.

3 dzień – ponieważ pogoda burzowa a my mielismy spędzić cały dzień na wystawionej na pioruny połoninie, postanowiliśmy zwiedzić samochodowo kawałek ściany wschodniej. Stopem dotarliśmy do Komańczy (50 kilomentów w 50 minut, w tym czas na łapanie stopa) i zrobiliśmy sobie wycieczkę przez Przemyśl, Zamość i Lublin. I zdecydowaliśmy że najdalej w październiku wracamy i idziemy dalej.

biesy1

Powiązane posty