Budapeszt-Solt 110km

by hajski
1 comment

Pierwszy dzień za nami! Z emocji obudzilam sie juz o 6:30 i zrobilam chlopakom sniadanie – kanapki z salami i papryka 🙂 ruszylismy przed 9. Oczywiscie nie obylo sie bez pogubien, mapa ma juz 7 lat i chyba troche sie w tym czasie pozmienialo. Wiekszosc dzisiejszego odcinka pokonywalismy spokojnymi lokalnymi drogami przez wegierskie wioski, albo sciezka po wale wzdluz Dunaju i jego odnog. Poza malym wyjatkiem, zmylka w postaci nowowybudowanej obwodnicy szybkiego ruchu. My tez jechalismy w zwiazku z tym szybciej. Jest upalnie, dzisiaj ok 30C i slonce troche nas uprazylo. Wypilismy morze wody. Energii dodawalo nam salami, arbuzy (pycha!!) i baton Balaton. Widoki sielskie, albo woda, albo kukurydza i sloneczniki, opcjonalnie delikatny industrial. Mijani rowerzysci machaja, cos krzycza i pozdrawiaja. Z wegierskiego nic nie rozumiemy ale przy pytaniu o droge przy dobrych checiach jakos szlo 🙂 no i przygoda mrozaca krew w zylach-Piotrek zlapal do buzi ose ktora go uzadlila w warge. Na szczescie wyspecjalizowana ekipa ratunkowa zapewnila 2 wapna w ciagu 30sekund od uzadlenia a po dwoch minutach intensywne chlodzenie lodem calippo limonkowym.I na strachu i lekkiej opuchliznie sie skonczylo. Do celu – Solt – dojechalismy chwile przed 17. Hotel ktory nas gosci jest jak Hotel California- przy rozgrzanej upalem drodze, zupelnie pusty. Staruszek portier z usmiechem dal nam klucz 🙂 pusty bar, chociaz pelen butelek, nieczynna restauracja… Za to sam Solt wyglada milo i wlasnie ruszamy spacer i zasluzona kolacje. Licze na gulasz 🙂

Powiązane posty

1 comment

Kamila 06/07/2013 - 22:10

Słoneczniki, arbuzy ale ja się pytam gdzie papryka 😉

Comments are closed.