Dzień 1, Fridingen-Blaustein (150km)

by hajski
1 comment

Lepiej być nie mogło. Po wczesnym śniadaniu ruszylismy chwile po tym, jak podniosly sie chmury. Trasa nie do opisania. Jechalismy doliną Dunaju, otoczoną stromymi porośniętymi lasem skalistymi górami. A na szczytach tych gór: zamki. Na łąkach pasły się owce. Udalo nam sie poobserwowac psy pasterskie w akcji. Mijalismy tez urokliwe pensjonaty pośrodku zupełnego pustkowia. I mnostwo rowerzystow. Ale wyprzedzil nas tylko jeden kolarz!
Chyba nie bylo po drodze miasteczka, ktorego nie uznalibysmy za piękne. To byl zdecydowanie najlepszy widokowy dzien na rowerze od kiedy zaczelam swoja przygode z dlugimi trasami.
Co poza tym? Niedziela w Niemczech to naprawde wolny dzien. Nie znalezlismy ani jednego otwartego sklepu. Udalo nam sie kupic wode na dworcu i buleczki w piekarni. Na szczescie Jacek zabral kabanosy 😉
Za to w niedziele tutaj się uprawia sport! Po drodze widzielismy mecze pilkarskie i festyn przy okazji zawodów biegowych w Ehingen. Scigaly sie rodziny z dziecmi. Poznym popoludniem dotarlismy do Blaubeuren, gdzie swoje źródła ma rzeka Blau. Spory, okrągły zbiornik wypełniony jest wodą w niesamowitym, niebieskim kolorze. Od tego miasta powoli zaczelismy rozgladac sie za noclegiem. Znowu nie bylo latwo. Albo pozamykane, albo nie bylo miejsc, albo drogo. I znowu uratowal nas przypadek i Polak, ktorego na parkingu gdzies miedzy Blaustein a Ulm zapytalam najpierw po angielsku, a potem po niemiecku czy nie wie gdzie są jakieś pokoje. Chyba nie do konca zrozumial po żadnemu, ale kiedy krzyknelam do chlopakow, ze ten Pan nie wie, ujawnil swoje pochodzenie i powiedzial ze tam gdzie śpi powinny być jeszcze miejsca. I byly 🙂 tym razem prysznic od pokoju oddziela cienka scianka, za to restauracja jest po drugiej stronie korytarza. I sprawia, ze dzień uznajemy za pelen sukces; dystansowy- za nami 150km(!!!), widokowy, kulturowy, pogodowy i wreszcie – kulinarny. Jeszcze schnaps – i spać.

Powiązane posty

1 comment

Anonymous 01/09/2013 - 23:58

No to pięknie! Powodzenia w dalszych wojażach 🙂 -Sofi Joanka

Comments are closed.