Dzień 15

by Gosia
2 komentarze

Trochę zmniejszamy tempo. Po przejechaniu zaledwie kilkunastu mil przez typowo kalifornijski krajobraz wczoraj odwiedziliśmy park Joshua Tree. Mnie zawsze kojarzył się on ze śmiesznie wyglądającymi drzewkami, zwanymi właśnie Joshua Tree (jednemu z odkrywców tego miejsca skojarzyły się one z modlącym się Joshuą). Wokół tych drzewek gromadzi się całe życie pustynne – w koronach żyją ptaki (jeden gatunek zaplata sobie z liści Joshua takie dyndające gniazda), w korzeniach szczury i węże grzechotniki. Oprócz tego jak wszędzie pełno jest wiewiórek, które odgrywają ważną rolę na pustyni – zbierają nasiona, zakopują je płytko i o nich zapominają. Niewielka ilość ziemi zapobiega wysuszeniu takiego nasionka a jak spadnie nawet minimalna ilość deszczu to je podleje – i zaczyna rosnąć nowy krzak. Podróże kształcą!

Jak się okazało do parku nie przyjeżdża się dla samych drzewek.
Spotykają się tu dwa różne ekosystemy pustynne – pustyni Colorado i pustini Mojave ( to chyba tą przeszukiwało 5 tysięcy amerykańskich marines w poszukiwaniu mikrofonu Kolonki?). Na jednej rosną drzewka Joshua, na drugiej – kaktusy Cholla (czyt. choja). Kaktusów nie wolno dotykać bo ich kolce są zdradliwe, wbijają się głęboko i ciężko je wyciągnąć. Owocami cholla żywili się kiedyś indianie. W niektórych kaktusach są dziuple – wygląda na to, że pomieszkują w nich ptaki. W mini przewodniku który był do wzięcia z metalowego słupka za dobrowolną opłatą dowiedzieliśmy się, że turyści są często zaniepokojeni tym że na pustyni był pożar, stąd dodatkowa informacja iż brązowo-czarny dół kaktusa to wynik naturalnego procesu starzenia.

Oprócz tych interesujących roślin w parku znajdują się też ciekawe formacje skalne, jak ta w kształcie czaszki:

Niestety zgodnie z ostrzeżeniami przy wjeździe mocno interesowały się nami pszczoły (bardzo lubią zapach klimatyzacji) i musieliśmy się szybko ewakuować z tarasu skąd rozciągał się widok na oddaloną o 30 mil górę i miasto Palm Springs w dolinie.

Droga to tej miejscowości (gdzie zaplanowaliśmy nocleg) przyprawiła mnie o gęsią skórkę na plecach. I nie chodzi tylko o standardowe już po tylu przejechanych milach widoki, ale o OLBRZYMIE pole pełnie elektrowni wiatrowych. Mogłabym na nie patrzeć godzinami!

Na miejscu okazało się, że nazwa Palm Springs jest uzasadniona – wszędzie pełno olbrzymich palm. Jest to również miejsce przyjazne homoseksualistom, co rzuca się w oczy szczególnie na głównej ulicy. Panowie bez krępacji spacerują trzymając się za ręce.

Powiązane posty

2 komentarze

dominik 10/09/2010 - 00:23

w tych dziuplach, z tego co pamiętam z książek popularnonaukowych z serii “Patrzę, Podziwiam, Poznaję”, mieszka taki jeden gatunek małych sów – gdybyście sięgnęli do środka, na pewno znaleźlibyście jakąś, bo w dzień jak wiadomo śpią.
o 🙂

Reply
Sofka 12/09/2010 - 12:23

haha Dominik jaka pamięć 🙂
Piękne widoki, piękne zdjęcia, zarąbista czacha i Gosia ma fajną bluzkę!

Reply

Leave a Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.