Dzień 2, Blaustein-Stepperg (132km), dwie naprawy i przyjaźni Niemcy.

by hajski
0 comment

Ale się działo! Piotrek rano zaczął słyszeć stukot w napędzie. Zaliczylismy 2 warsztaty, co zajęło nam w sumie ponad 3 godziny. O 15 mielismy na liczniku dopiero 40km i musieliśmy ostro nadrabiać zaległości. Na szczęście dzisiaj udało nam się zrobić zakupy spożywcze i na kanapkowym paliwie poscigalismy sie i wygralismy z lokalnym zawodnikiem na naszym setnym kilometrze.
Dzisiaj znowu przejechalismy przez kilka pięknych miast i miasteczek. Trasa rowerowa poprowadzona jest w taki sposob, ze zawsze wjezdza sie do centrum i na starowke lub rynek.
Dunaj ogladalismy przez większość dnia, jadąc po równych, komfortowych ścieżkach. Zaobserwowalismy tez 4 elektrownie wodne, jedną atomową i kilka czapli.
Rozpedzeni pokonalismy dzielnie ostatnie wzniesienia (niebylejakie) i prawie z pieśnią na ustach wjechalismy do Bertoldsheim, gdzie zaplanowalismy nocleg. Czas juz byl najwyzszy; zmierzchalo. Znalezlismy dwa pensjonaty. W pierwszym nie bylo miejsc. W drugim tez nie. Wyglada na to ze niemieccy emeryci-rowerzysci zjeżdżaja na nocleg juz o 17. Ale tam zaliczylismy akcje dnia 🙂 Razem z nami pod dom podjechal dostawca pizzy. Pani wlascicielka po odbiorze pizzy wyszla do nas i ze smutkiem powiedziala, ze nie ma miejsc, i ze za pozno przyjechalismy. Ale od razu zaproponowala ze zadzwoni do kolezanki z sąsiedniej wsi. I tak zaklepala dla nas pokoj. Na koniec zapytala, czy jestesmy Francuzami. Kiedy powiedzielismy, ze Polakami, dostawca pizzy, przysluchujacy sie rozmowie krzyknal po Polsku: aaa, jedzenie chcecie? Piwo? I najpierw wytlumaczyl nam jak znalezc ten pokoj, a potem dal nam wizytowke zebysmy zamowili pizze jak juz bedziemy na miejscu 🙂 No i jestesmy, a pizza ma pół hektara i zostanie jej jeszcze na jutro.
To juz trzeci raz kiedy w krytycznym momencie pojawia sie ktos mowiacy po Polsku i pomaga 🙂 Widze tez pewien trend: pierwszego wieczoru wyszlismy do restauracji. Drugiego – przeszlismy 10 metrow korytarzem. Dzisiaj Pan wniosl pizze i reklamowke piwa do pokoju i do konsumpcji doszlo w łóżku. Ciekawe, co nas czeka jutro?

Jakby tego bylo malo, nie moge sie nadziwic uprzejmosci Niemcow.
1. Pan rowerzysta po osiemdziesiatce, ktory tlumaczyl nam o co chodzi z Dunajem znikajacym pod ziemią
2. Pan z festynu szukajacy nam pokoju. Poprosil żebyśmy zaczekali, az skonczy jeść i obszedl z Piotrkiem miasteczko w poszukiwaniu noclegu
3. Pan motocyklista, ktory zmartwil sie bardzo słysząc, że dwa razy podjechalismy pod dużą górę, zagubieni, i zaproponowal ze bedzie nas eskortowac do wlasciwej drogi
4. wszyscy po kolei oferujacy pomoc widząc, jak tylko patrzymy na mapę
5. Dzisiejszy pan w warsztacie, ktory zawezwal całą rodzinę do pomocy w tlumaczeniu

I pewnie bedzie jeszcze wiecej. Ogolnie lokalesi są jowialni i rozesmiani. I wcale ich nie zraża, że ja ich zupelnie nie rozumiem 🙂 Moze to przez bawarskie piwo które kruszy wszystkie lody?
Tym samym moje uprzedzenia i obawy wycofuję 😉

Powiązane posty