Dzień 2: Pancevo – Bela Crkva, 99km

by hajski
0 comment

Wspaniały, słoneczny i upalny dzień za nami! Zaczęliśmy od porządnego wyspania się i odespania ostatnich stresujących tygodni. Rano odwiedziłam pobliskie piekarnie, których tu wszędzie cała masa, Piotrek naprawił mi przerzutkę i ruszyliśmy. W Pancevie ścieżka poprowadzila nas naddunajską promenadą pełną łódek i knajpek. 

Te sterczącym zerdzie to nie maszty. One służą do cumowania. Czy ktoś cos takiego wczesniej widział?

W drodze do Kovina mijaliśmy spokojne wsie i miasteczka, gdzie kwitnie przydrożny handel. Widać ze Serbowie starają się sprzedać co mają, ale chyba nie zarobek jest dla nich najważniejszy. Zatrzymaliśmy się przy takim stoisku, ktore w dużej mierze służyło integracji sprzedających warzywa i owoce. Wszyscy mocno zachęcali do zakupów. I jakie było moje zdziwienie kiedy pani nie chciała pieniędzy za paprykę, a kiedy nie patrzyłam dorzuciła jeszcze pomidora! 

Ruszyliśmy dalej i po chwili trafiliśmy na kolejny punkt handlowy. Z ławeczki zaczęli cos do nas krzyczeć odpoczywający w cieniu panowie. Zawrocilismy. Rakija! Sprzedaż własnego wyrobu serbskiego narodowego trunku. Dobilismy transakcji po uprzedniej degustacji. Pan trochę sie opierał ale napił sie z nami. Na kolejeczkę załapał się też przejeżdżający drogą rowerzysta. Butelka 0,7 za 16pln, żal nie skorzystać z okazji. Tym bardziej po tym jak pan wytłumaczył ze poprawi nam cyrkulację w nogach.

Czy w wakacje picie przed południem jest usprawiedliwione?

Następny odcinek prowadził po wale przeciwpowodziowym – znowu mieliśmy super widoki na rozlewisko, czaple, potencjalnie żurawie(bo nie wiemy czy sie różnią), kormorany. Pięknie!

 Trochę nas wytrzęslo na tej polnej drodze, ale było warto.

Po symbolicznym podjeździe, będącym przedsmakiem tego co nas czeka jutro, dojechaliśmy do dzisiejszego celu- Bela Crkva. Jest tu kilka jezior i spore zaplecze turystyczne. Patrząc na tłum na kempingu to dosyć popularna destynacja. Tym razem nasz nocleg znalazł nas- pan do nas krzyknął kiedy jechaliśmy wzdłuż jednego z jeziorek. Mamy pokój z widokiem; na jezioro i na mecz. Z pomocą sąsiada z telefonem mówiącego trochę po angielsku. zamówiliśmy wlasnie pleskavicę z dostawą do domu, a w lodowce chlodzi się zakupiona dzisiaj Rakija. Czas oblać moje PMP! 

Powiązane posty