Dzień 4, Duling-Passau (135km) i zmęczenie materiału

by hajski
0 comment

Jesteśmy w Passau! Dlaczego to takie ważne? Bo w Passau kończy się niemiecka część Dunaju, kończy sie tez nasza pierwsza mapa. To wynik o wiele lepszy niz sie spodziewalismy.
Ale dzisiejsza jazda była wyjątkowo męcząca. Niby nie wialo, niby po asfalcie, ale nogi, a szczegolnie uda po tych trzech poprzednich długodystansowych dniach są jak z plasteliny. I bolą. I nie chcą juz jechac 30km/h.
Ale jestesmy 🙂 po pysznym sniadanku zaskoczyl nas upal i słońce. I jakos ciezko szlo. Zdecydowalismy sie na dłuższy postój na 40-tym kilometrze w Straubingu, na kolejnej urokliwej starowce. Mięśnie domagały się białka 🙂 i zabraly nas na kebab. Zlapalismy tez darmowe wifi i nauczeni doswiadczeniem zarezerwowalismy sobie nocleg na dzisiaj.
A potem jazda i jazda, Dunaj coraz szerszy, wszedzie kuszą ogrodki piwne a my sie nie poddajemy i -o ile juz nie pędzimy – to dostojnie suniemy naprzod. I jeszcze tylko popoludniowy piknik nad jeziorkiem przed nami, a rzeką za plecami. Kanapki smakowaly doskonale, zresztą wyprawy rowerowe to nie jest dobry czas na ocene czy cos jest dobre czy nie. Wszystko jest pyszne 🙂
Po drodze dogonil nas ten sam Niemiec, ktory dwa dni temu na moście zatrzymał się kiedy my sprawdzaliśmy mapę. Okazalo sie ze tez wystartowal w sobote od źródła a dzisiaj planowal dotrzeć do Passau. Zmotywowal tym samym chlopakow do szybszej jazdy, a ja popedzilam za nimi. Passau przywitalo nas olbrzymią tamą na Dunaju. A starowka tutaj to prawdziwy labirynt uliczek między barokowymi kamieniczkami. Na szczęście trafilismy na piwo z widokiem na twierdze z trzynastego wieku. W Passau spotykają się trzy rzeki: Inn, Ilz i taka jedna na D. Zaraz idziemy to zobaczyc na cypelku.
Z okazji pokonania 616km w 4 i pół dnia jutro szalejemy – śpimy do ósmej. Papa!

Powiązane posty