Dzień 5 – Kowboje i Yellowstone

by Gosia
2 komentarze

Wpis umieszczamy z opóźnieniem, bo w Yellowstone trudno o Internet. Ciut lepiej jest w Pahaska Tepee (Wyoming), ale jest wietrznie i wiadomości dymne przekazywane są powoli, skutkiem czego Internet się ślimaczy. Zdjęcia i wpisy uzupełnimy już jutro, o ile nie zje nas grizzlie bear 🙂

OK – uzupełnione!

Dzisiejszy dzień zaczął się od spełnienia małżeńskiego obowiązku … zrobiłam pranie! Skorzystałam z typowej pralki i suszarki na ćwierćdolarówki. Trochę skurczyła mi się piżama – poza tym strat nie odnotowano!

Po zakupach żywieniowych w Wallmarcie ruszyliśmy do Jackson – które jest ostatnim na południu miastem przed wjazdem do Yellowstone. Po drodze kompletnie zaskoczyły nas widoki – przez większość trasy jechaliśmy stromym zboczem na dole którego meandrowała rzeka Snake. Im bliżej Yellowstone tym bardziej bajecznie to wyglądało.

Jackson to miasteczko utrzymane w kowbojskim stylu. Piotrek spełnił tu jedno ze swoich największych marzeń ostatnich lat – w sklepie z odzieżą dla kowbojów kupił prawdziwy kowbojski kapelusz! Natychmiast założył go na głowę i wypił piwo siedząc w siodle w Million Dollar Cowboy Bar. Na szczęście udało mi się go powstrzymać przed napadem na zatrzymujący się na rynku dyliżans!

Mój Mąż, Kowboj

Million Dollar Bar w Jackson

Po lunchu ruszyliśmy prosto do południowego wjazdu do Yellowstone. Jeszcze przed Yellowstone wjeżdża się do parku gór Teton – wznoszące się na 3000m ośnieżone szczyty wyrastają prosto z jeziora. Aż brak słów –co chwila widoki zapierające dech w piersiach.

Tetony

Wygląd parku był dla nas sporym zaskoczeniem – spodziewaliśmy się gęstego monumentalnego lasu w stylu Borów Tucholskich. Nic z tych rzeczy! Las jest mało widowiskowy, w wielu miejscach widać ślady po częstych tu pożarach. I nie dla lasu się do tego parku przyjeżdża a dla zwierząt, rzek, strumieni, trawy i GEJZERÓW. Tyle wywnioskowaliśmy w zapadającym zmierzchu fotografując pasącego się tuż przy drodze bizona i wdychając zapach siarki z gorących źródeł.
Od południowej bramy parku do naszego hotelu blisko północnej bramy przejechaliśmy 200 kilometrów. Co chwila mijaliśmy znaki ostrzegające przed dzikimi zwierzętami. Od strażniczki dostaliśmy mapę i ulotkę ostrzegającą przed zbliżaniem się do bizonów. Ciekawe, na ile prawdziwe te ostrzeżenia?
W hotelu powitał nas pluszowy wilk siedzący na łóżku i mydło w kształcie misia.

Na dole płonął kominek. W restauracji obsługiwała nas Czeszka z Pragi – była autentycznie szczęśliwa że w końcu widzi jakieś znajome twarze. Gość ze stolika obok w pewnym momencie zapytał czy mówimy po Polsku i jak się okazało miał na imię Daniel i 10 lat temu wyemigrował do Nowego Orleanu z Łomianek. Świat jest mały.

Niemniej jednak w Ameryce wszystko jest większe.

Powiązane posty

2 komentarze

Sofka 04/09/2010 - 12:23

Piotruś bardzo realistycznie wypadł jako kowboj 🙂

Reply
wiciu185 05/09/2010 - 00:18

pieknie Gosia wygląda w tym kapelutku.

&

Reply

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.