Dzień 6: Calafat – Corabia, 146km

by hajski
0 comment

Uff jak gorąco! Po nocy spedzonej w mocno klimatyzowanym pokoju fala gorąca uderzyła w nas ze zwiekokrotnioną siłą. Tylko jak tu sie zmobilizować do wstawiania o 6 rano?

Opuscilismy Calafat zaopatrzeni w standardowy zalas 6 litrów wody, uzupełniany potem co 2 godziny. Wyjechaliśmy na drogę która prowadzi prosto do Morza. I przejechaliśmy nią dzisiaj 146 kilometrów.
Tuż za wyjazdem z Calafatu Piotrek postanowił przetestować studnię. Ta tez była wyposażona w kubeczek. Przejeżdżający obok nas na wozie panowie zatrzymali sie i wytłumaczyli ze woda jest pyszna. Rzeczywiście była! Pokazali tez chłopakom jak nabierać w odpowiedni sposób (na ucho).
Ta studnia jest wyposażona w specjalne zintegrowane poidlo dla koni, woda leci tam z rurki – a do rurki trafia z otworu spasowanego ze studniowym wiadrem.

I tym podobnych wynalazków minęliśmy dzisiaj chyba kilkaset 🙂 bo w każdej wsi kilka-kilkanaście i to intensywnie używanych.

Ponieważ coraz straszniejszy żar lał się z nieba, w okolicach południa przystanelisny na oblanie sie wodą z jednej z nich i podgladalismy leniwie toczące się wiejskie życie. 

Co chwilę ktoś przychodził nabrać wody, a zza płotu ciekawsko przyglądały nam się dzieci. Pewne ożywienie powstało na widok obwoźnych sprzedawców arbuzów. 

Nie umiejąc się dogadać skończyliśmy z owocem o wadze 10kg i zostaliśmy przy tej studni chwilę dłużej. Kiedy stało sie jasne ze nawet my nie podolamy, Piotrek kiwnął na rodzeństwo zza płotu i juz po chwili oboje, bez słowa, z mieszaniną przerażenia i zainteresowania w oczach wracali na swoje podwórko z kawałkiem arbuza każde. Ostatnia porcja przypadła pani ciągnącej gdzieś taczkę. Pani przystanela przy nas i po rumuńsku opowiedziała nam o swoich dzieciach- córka jest kelnerką we Włoszech a syn policjantem w Bukareszcie, odwiedzają ją tylko raz w roku. Wytłumaczyła nam tez ze skorki po arbuzie nie trzeba wyrzucać, bo sąsiedzi nakarmią nią świnie. I wszystko to zrozumieliśmy nie znając ani słowa po rumuńsku, poza “dziękuję”!

Przejechaliśmy przez dziesiątki wsi, machalisny i witaliśmy sie co chwilę, a dzieciaki chmarami wybiegaly na ulicę przybijać nam piątki. Szczególnie podróżujący na wozach zwracali na nas uwagę i wypytywali gdzie jedziemy. Jeden z obrazków do zapamiętania a niesforografowanych, to pędzący na oklep mocno roznegliżowani chłopcy którzy przed chwilą kąpali konie w rzece. Widzielismy tez dużo klaczy zaprzezonych razem ze swoimi zrebakami a jeden wóz z pędzącym kłusem koniem nas wyprzedził. 

Ciekawe ile koni mechanicznych ma ten i ile pali?

Żeby nie było, że w kółko tylko konie, dzisiaj widzieliśmy tez osiołki i świnię na spacerze 🙂

Posileni kabanosami zagryzanymi kanapką z eurokremem (zapas z Serbii), po 17 pokonaliśmy 75 kilometrow (a od rana do 17 tylko 70, co świadczy o wpływie temperatury na wydolność. Wieczorem temperatura spadła nawet do 30C!
 Dobrze po dwudziestej trafiliśmy tez na zgromadzenie sprzedających arbuzy i melony, prawdopodobnie czekających na jakis większy obwoźny skup. Za 3 złote nabyłam pięknego melona, ktory idealnie pasował do sakwy 🙂

Na oparach batonów Rom dotarliśmy chwilę po 21 do Corabii. Nogi bolą mnie niemiłosiernie, jeszcze bardziej dokucza strategiczna część ciała rowerzysty. Na szczęście zaklepalismy tu sobie wczesniej nocleg wiec nie było niepokoju o miejsce do spania. Mamy piękny widok na Dunaj. I jest nawet minibar w pokoju! Serio- cos takiego zastaliśmy w sypialni Jacka 🙂

Zaczynamy kolejną próbę obejrzenia meczu w całości. Na jutro jeszcze nie ma planu, poza tym ze trzeba jechać dalej prosto.

PS. Ból strategicznych części ciała dał sie nam tak bardzo we znaki, ze po raz pierwszy na naszych wyjazdach postanowiliśmy cos z tym zrobic. Jacek wszedł do apteki i prosto z mostu (po angielsku) wypalił: cos na ból tyłka proszę! Pani zaproponowała Voltaren 🙂 zaczęłam wiec delikatnie tłumaczyć, ze jak dziecko ma pieluszkę (oczywiście nie pampersa!) to się moze odparzyc. Więc pani zaproponowała jakąś maść dla dzieci. Wtedy Jacek wskazał ze to nie żadne dziecko tylko on, na szczęście bez demonstracji konkretnych urazów na żywym organizmie, za to sugestywnie wskazując gdzie lezy problem i juz po chwili wyszliśmy z dwoma specyfikami dla dorosłych 😉 

Powiązane posty