F jak… Florencja!

by Gosia
0 comment

Od zeszłej niedzieli wiele osób pytało mnie o wrażenia z Florencji. Dyplomatycznie nie odpowiadałem, nie chwaliłem się też w Internecie, a wszystko z jednego powodu, którego domyślicie się sami po przeczytaniu do końca.

Sama Florencja jest przepięknym miastem. Weekend który tam spędziliśmy był na prawdę świetny, pomimo już-już jesiennej pogody. Florenckie centrum miasta to renesansowe westchnienie świetności miasta. Przyjazny klimat zabytków, zabawy i toskańskiego jedzenia. Polecam jako świetne miejsce na krótki wypad z Polski.

Trasa biegu, jak to trasa biegu. Część, w tym ostatnie 5km to zawijasy wokół starówki, gdzie kopara opada za każdym zakrętem a jest ich mnóstwo, ale większość trasy to zwiedzanie parków, obrzeży miasta, centrum sportowego (m.in. stadion Fiorentiny). Jeśli checie zobaczyć trochę zdjęć i poczuć klimat – polecam relację rainmakera:http://www.dcrainmaker.com/…/12/florence-marathon-perhaps.h… – podzielam jego odczucia!

Do biegu podszedłem przygotowany poprawnie, treningi i wybiegania wskazywały na dobrą formę. W całym cyklu opuściłem tylko jeden trening szybkościowy, wydawało mi się że będzie tym razem lepiej niż w Warszawie. Na starcie ścisk – bardzo pilnowano wchodzenia do swoich stref, ale były one dość małe. Co gorsza zaraz po starcie dwa banery reklamowe powodowały zwężenie trasy po metr z każdej strony, skutkiem czego na połówce pierwszego kilometra miałem tempo ok 7min/km. Tłok generalnie przez całą trasę, a wszystko przez wąskie uliczki. Trzeba było (a może i był to błąd) nadganiać. Udało się zrobić pierwszy kilometr w 10 sekund więcej niż założenie, ale kosztowało to trochę wysiłku. Cały plan zakładał zwiększanie prędkości z upływem czasu, tak aby nie zagotować się za wcześnie, czyli nie powtórzyć błędu z Warszawy. Pierwsze trzy kilometry powoli, około 5:38, potem 11km w tempie 5:32, i później odpowiednio po 14km 5:27 i 5:21 i zakładany finisz w 3h 50m.

Niestety, ale znów zacząłem z wysokiego C… starałem się nie zerkać na pulsometr, ale ciekawość była mocniejsza. Wiadomość na wyświetlaczu niestety nienajlepsza – 4 strefa HR na pierwszym kilometrze (sic!), ale to pewnie przez to wyprzedzanie… Udało się na chwilę (5km) uspokoić, ale z każdym km tętno rosło bez przerwy do 19km, gdy zegarek zadzwonił alarmem progu mleczanowego. W tym momencie opuściła mnie nadzieja na dobry wynik. Nauczony ścianą z Warszawy, postanowiłem zwolnić, tak aby się nie zakwasić, żeby nie usiąść zaraz na krawężniku, tak żeby móc chociaż pochwalić się trzecim maratonem w życiu. Druga część dystansu upłynęła w nieubłaganym pikaniu zegarka przerywanym marszem, by zbić tętno. Mięśnie i głowa chciały biec, ale krwiobieg znowu powiedział stanowcze nie.

Doczłapałem się do końca, znowu dzięki kibickom i kibicom, zarówno tym na miejscu (brawo Zuzia i Gosia – same zrobiłyście z 10km!!!) i zdalnie (Ania, Tomek, Ania, Marcin – dziękuję za peep talki!). Finisz w docelowym tempie 5:21 zaowocował HR 189 i wynikiem końcowym poniżej 4:12.

Summa summarum – ciut lepiej niż Warszawa i nowa życiówka! Wiem że niektórzy z Was mają inne zdanie, ale to bardzo słodko-gorzko-gorzko-gorzki sukces, a w sumie to po prostu porażka. Dużo, dużo poniżej moich oczekiwań. Drugi raz w sezonie jakiś element nie zatrybił, a ja dalej nie wiem o co chodzi i to jest chyba w całej sytuacji najgorsze. Przeszkadza wysokie HR na wyścigach, ale nie jest ono spójne z obserwacjami treningowymi. To się nie zdarza podczas cyklu treningowego, a na starcie daje mocno w kość. Jeśli macie jakiś pomysł – odezwijcie się, udostępniłem na endo całą historię treningów z tego roku. Łapię się każdej deski ratunku 😉

Żeby nie kończyć negatywnie – doświadczenie i trening gra dużą rolę. O ile sytuacja mnie zaskoczyła, wiedziałem jak sobie poradzić. Udało się dotrzeć do mety bez bólu i udręki, bez upadku zaraz za linią mety. Nogi trochę bolały po, ale po 3 dniach nie było prawie śladu po maratonie. Samo przygotowanie dało mi bardzo dużo radości i sprawności – a to przecież jest clue tej zabawy. Powtórzę się, ale pozostaje ponowna analiza sytuacji, dobre przygotowanie zimowe oraz przyłożenie się do treningu na wiosnę i co…  do trzech razy sztuka?

Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.