Gruzja, dzień 10: W krainie wina i czaczy

by Gosia
0 comment

Robimy sobie dzień odpoczynku. Właściwie stan pełnego relaksu osiągnęliśmy juz wczoraj w nocy. Po ciemku dojechaliśmy do Sighnaghi. Godzinę wcześniej przez telefon zarezerwowałam nam pokój w jednym z licznych tutejszych domów gościnnych. Syn właścicieli wyjechał na spotkanie naszego busa na rynek. Miasteczko po ciemku robiło bardzo urokliwe wrażenie. Na stole czekała na nas obfita kolacja a gospodyni ciągle donosiła kolejne talerzyki. Biesiadowaliśmy w nadbałtyckim towarzystwie- z Litwinami i Łotyszami. Z każdym dzbankiem doskonałego, tegorocznego wina zrobionego osobiście przez gospodarza, nasze dyskusje stawały się bardziej gorące. Tym bardziej że degustacja wina przerywana była degustacją czaczy, równie pysznej i domowej. Właściciel ma tu niezły arsenał, winogrona leżą na werandzie, wino dojrzewa w wielkich kadziach gdzie zaparkowaliśmy rowery, w baniakach zakopanych pod pidłogą spiżarni. Ma też barek pełen polskiej wódki. I zdjęcie…

czacza w butlach, wino w baniakach i pod podłogą

 

Polskie klimaty w barku

 Poszliśmy spać mimo nierozsądzonego sporu o Augustów i Wilno, za to wiemy na pewno, że Mickiewicz był Polakiem. Rano obudziliśmy się z bólem głowy, który wyleczyć mógł tylko kieliszek czaczy do śniadania. Znowu zastaliśmy nielimitowane porcje pysznego jedzenia i uśmiechniętą od rana gospodynię. I polewającego gospodarza. Zdecydowaliśmy się zostać na jeszcze jedną noc i ruszyć na rowerowy objazd doliny jutro rano. Przez pół dnia leżakowaliśmy podziwiając odsłaniający się ponad opadającymi chmurami widok na dolinę Alazani. Kilkadziesiąt kilometrów wszerz i wzdłuż rozciąga się przed nami gruziński rejon winny- Kachetia. Mamy go przed sobą jak na dłoni. Po okołopołudniowej drzemce ruszyliśmy obejrzeć Sighnaghi- niezdobytą fortecę, miasteczko na górze. Zostało odrestaurowane w ekspresowym tempie i dobrym stylu za czasów prezydentury Saakaszwilego. Rzeczywiście – jest urokliwie. Spacerowaliśmy między knajpkami serwującymi lokalne wino, głównie szczepu Saperavi. Degustowaliśmy, smakowaliśmy i podziwialiśmy widoki. Wieczór przyniósł kolejną przepyszną kolację, tym razem w towarzystwie Czechów i nowe dysputy polityczne, tym razem z Katalończykiem. 

Jutro zjeżdżamy do doliny i mamy zamiar objechać ją w dwa dni dookoła.

za mną dolina pełna winnic

  

na targu

    

Signagi

          

degustacja

 

Powiązane posty

Leave a Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.