Gruzja, dzień 4: 65 km pod eskortą 

by Gosia
0 comment

-No tyle to się już nigdy w życiu w suce nie nasiedzisz!- Jacek dobrze podsumował mój dzisiejszy dzień. Oby miał rację! Ale po kolei. Okazuje się, że moja bezsenność nie zna granic i w najpodlejszej postaci dopadła mnie w Khobi. Nie zmrużyłam oka do 6 rano, a potem drzemałam do 8. I trzeba było jechać. Wiedziałam, że będzie marnie. Odmeldowaliśmy się SMSowo u naszego wczorajszego kapitana i ruszyliśmy w kierunku Zugdidi. Upał od rana dawał się we znaki, na szczęście wiało w plecy. Na jednym  z postojów regeneracyjnych podjechała do nas policyjna Toyota Hilux. Wypytali gdzie jedziemy i czy mogą nas podwieźć. Od Zugdidi dzieliło nas jakieś 15kilometrów, stamtąd kolejne 35 już ze wzniesieniami do dzisiejszego celu. Honor w kąt, zdrowie ważniejsze-pomyślałam- poczekam na chłopaków przy herbatce. I już po chwili mój rower leżał na pace, a ja gawędziłam z dwoma młodymi policjantami. Ich koncepcja pomocy była inna od naszej. Oni koniecznie chcieli nas ESKORTOWAĆ. Więc jechaliśmy 25km/h, ustępując miejsca innym pojazdom i patrząc jak Jacek i Piotrek dzielnie pną się pod górę. Tak dotarliśmy na plac centralny w Zugdidi gdzie planowaliśmy herbatkę i dyskusję nad dalszą strategią. Bo ja miałam ledwo siłę siedzieć na ławce. Wykombinowaliśmy, że podjedziemy na dworzec i stamtąd ja dojadę do celu marszrutką a chłopaki rowerami. Zależało nam na dotarciu w góry.  

szeryf

 Jak tylko wstaliśmy od stołu zza węgła wychynął znajomy radiowóz. Nie ma innej opcji- musieli nas obserwować przyczajeni. Panowie nie znosili słowa sprzeciwu. Eskortują nas do celu. -Ale to dwie godziny jazdy, nie chcemy robić problemu!- próbowałam protestować. Bezskutecznie. Już po chwili nasza kolumna ruszyła, tym razem radiowóz z przodu wskazując drogę. Od czasu do czasu odpalali syrenę żeby zganić wpychających się kierowców. Czułam się trochę jak obsługa Tour de France, tyle że chłopaki swoje manatki mieli na bagażnikach. -Maładcy! Czemu i oni nie wsiądą do samochodu?-Policjantom trudno było to zrozumieć a mi- ciężko wytłumaczyć. I tak wzbijałam się na wyżyny inwencji mówiąc po niby-rosyjsku. Nagle zamiast dalej prosto zjechaliśmy na posterunek. Koniec wycieczki- pomyślałam, trzeba się zmusić i dalej już o własnych siłach. “Koniec naszego rewiru”- oznajmił sierżant, zmiana auta. I zanim chłopaki do nas dojechali już inny policjant przekładał mój rower na swojego pickupa. Takich zmian było w sumie cztery! Jeden z policjantów użył nawet megafonu do odstraszania psa który pogonił Jacka. Pogawędziłam sobie ze wszystkimi, zostałam zapoznana z gruzińską muzyką głośno dudniącą w pierwszym radiowozie i dowiedziałam się że praca w policji jest super. W drugim aucie samotny policjant był bardzo gadatliwy. “Polska! Sabaka i czterech tankistów! Gustlik Frantiszek Pieczka. I nasz Grigorij zawsze buzia umorusana!” Z trudem powstrzymywałam śmiech. “W Tunezji, Egipt teraz terroristi, a u nas niet. Patamu Polski turista jezdi w Gruziej.” “My zawsze tak eskortujemy turystów. W jakim innym kraju policja taka pomocna?”. Tymczasem za oknem niepostrzeżenie z chmur nad horyzontem zaczęły wyłaniać się pierwsze szczyty Kaukazu… 

czekając na zmianę radiowozu. w tle pojawiły się góry

  

wodopój

 

Trzeci duet znał chyba wszystkich mieszkańców swojego rewiru, co chwilę na kogoś trąbili, krzyczeli i machali. Na ganku jednego z większych domów, porośniętym winoroślą, z fotela pokiwał na nich staruszek. “Don Corleone”- szelmowsko zagaił do mnie policjant. “U was jest mafia?”- no musiałam po prostu zapytać. “Da!” “Niet” odpowiedzieli jednocześnie. Ostatnia drużyna wypytała co sądzimy o pomyśle przyjęcia Gruzji do NATO, żeby ich bronić przed Putinem. Odprowadzili nas osobiście pod drzwi kwatery i upewnili się z właścicielem, że rowery zamknie w garażu. 

Jesteśmy w Jvari, mamy bardzo przytulne pokoje z widokiem na góry i sympatycznych gospodarzy. Na kolację były smażone ziemniaki, omlet i chałwa. Cała rodzina razem z nami oglądała turecki serial. Z powodu suszy w okolicy nie ma wody i myjemy się w misce.  

romantycznie

   

 

Tyle wieści na dziś, próbuję odespać bo jutro już prawdziwe góry- wzdłuż zalewu Dżwari jedziemy do Mestii. Ciężko uwierzyć że w nocy tam jest mróz. Przez dwa dni może nie być internetu, czekajcie cierpliwie na kolejne wpisy!

  

Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.