Gruzja na talerzu, czyli czaka… chacza… kcharczo… co??

by Gosia
0 comment

Nie pisałam za dużo o jedzeniu, bo i tak za dużo czasu spędzałam na pisaniu bloga. A nie da się nie wspominać Gruzji nie wspominając wszystkich pyszności które tam jedliśmy. Oto krótki subiektywny przewodnik po gruzińskiej kuchni której posmakowaliśmy. Smacznego!

Podstawa – chleb.
Tak jak u nas, do większości dań podawany jest chleb. W Gruzji chleb to lawasz. Lawasz wypieka się w specjalnych glinianych piecach. W każdej piekarni jest taki piec i najczęściej lawasz to jedyny rodzaj chleba jaki piekarnia wypieka. W zależności od regionu lawasze mają różny kształt. Sprzedaje się je prosto z pieca, parzące palce i podaje w gazecie. W torebce nie wolno – zaparowałby i zawilgotniał. Lawasz był często naszym daniem ratunkowym, niezawodnym towarzyszem kabanosów z Polski a w razie dolegliwości żołądkowych – jedynym pożywieniem.

 

Lawasz kachetyjski - podłużny
Lawasz z Batumi
Piekarnia w Mestii
Piekarnia w Tbilisi

Placek – Chaczapuri
Chyba najbardziej znane danie gruzińskie – chaczapuri. Cóż to takiego? To drożdżowy placek z dodatkami. Chaczapuri różnią się w zależności od regionu – prawie wszędzie można kupić imeruli – zapiekane z serem w środku. Można je kupić w piekarni, w każdej restauracji, a Gruzini pieką je w domu. Chaczapuri imeruli robiła nam codziennie Irina u której mieszkaliśmy w Mestii. Piekła je też dla swojego brata. Codziennie wieczorem na blacie kuchennym stała mąka wymieszana z drożdżami a rano budził nas zapach świeżo upieczonych placków.

piec do chaczapuri u Iriny w Mestii
chaczapuri na śniadanie
chaczapuri imeruli, zdjęcie pożyczone od:http://gruzinnakaszubach.pl/

Oprócz chaczapuri imeruli jedliśmy też przepyszne chaczapuri po adżarsku, typowe dla regionu nadmorskiego. Nie wiem jak Gruzini są w stanie traktować je jako przystawkę, my po jednym byliśmy najedzeni na pół dnia. Te placki piecze się w kształcie łódki, wypełnione serem w środku. Na koniec pieczenie do łódeczki wbija się jajko i piecze tylko chwilę, aby żółtko pozostało płynne. Podawać z kawałeczkami masła. W czasie konsumpcji kawałki ciasta macza się w jajku, maśle i serze. I tak aż do pożarcia środka.
I ostatnie chaczapuri – kubdari. To chaczapuri z mięsem wieprzowym z aromatycznymi przyprawami zapieczonym w środku.
W kategorii: placki znajdziecie jeszcze mchati- placek z mamałygi zapieczony z serem.

po Adżarsku
Kubdari
Mchati

Przekąski
Tutaj jest pełen odjazd! Na suprach, czyli biesiadach które mieliśmy okazję odbyć, na stole ląduje mnóstwo przekąsek, najczęściej na zimno. Zaczynając od zimnych buraczków na słodko-kwaśno, przez lobio – duszoną 12h czerwoną fasolę, też na kwaskowo, z dużą ilością kolendry, po wariacje bakłażanowe: bakłażana z pastą z orzechów ziemnych i adżapsandał (!) – sałatkę z pieczonych bakłażanów i papryki i inne sałatki – z selerem, z kurczakiem, z jajkiem.

Jacek skrobie garnek z lobio
Adżapsandał
no to po przystawkach

Dania główne
Zakładając, że ktoś zjadł chaczapuri, przekąski na zimno i jest jeszcze głodny, czeka na niego obfita uczta. Jeśli jesteśmy w bogatszym regionie – Adżarii, Kachetii, lub w dowolnej turystycznej knajpie – będzie mięso.
Jeśli jemy obiadokolację z gospodarzami w Mestii – będą kartofle. I ser. I kartofle z serem, lub ser z kartoflami. Sery je się też na zimno, w ramach przystawki. Patrząc na stada wolno wypasanych krów można zrozumieć, że Gruzja serem stoi.

Ser pleśniowy! mniam 🙂
ser do chaczapuri i jedzenia samodzielnego
na śniadanie - smażone ziemniaki

I tutaj robię skok w bok i tłumaczę czemu nasz znajomy Ukrainiec z marszrutki patrzył nam do zupy w przydrożnej restauracji. Bo tak jak my już się zorientował, że w Gruzji podstawę piramidy żywienia stanowi chleb, ser i kartofle. W różnych połączeniach. U naszej gospodyni w Mestii dostawaliśmy codziennie chaczapuri z serem, raz były do tego pierogi z serem, innym razem ziemniaki z serem. I ser solo, do chleba. Łakomie rzuciliśmy się więc na zupę w której dostojne drygowały dwa dorodne kawałki wołowiny. -Miasa w zupie mnogo?- zapytał nas Ukrainiec. Zadowoleni przytaknęliśmy. 534
Skupmy się więc na mięsku, bo to strudzeni rowerzyści lubią na kolację najbardziej. Wspomniana zupa mięsna – charczo. To taki cudowny wynalazek na skrzyżowaniu węgierskiego gulaszu z rosołem, pomidorami i dużą ilością ostrych przypraw. Skąd nazwa? Ano stąd, że po tej zupie się charczy i chrząka. Pyszna, sycąca, rozgrzewająca. Typ Jacka na najlepsze danie w Gruzji.

A kiedy już otrzemy łzy z oczu i wysmarkamy nosy, czas na drugie danie.

Zacznijm384y od gruzińskich pierogów – Khinkali – bardzo śmieszne pierożki w kształcie woreczka. W środku w bulionie pływa aromatyczne mielone mięso. Khinkali są duże, a je się je łapiąc za górę woreczka i przegryzając spód, tak żeby mięso w rosole wpadło prosto do buzi.
I mięso w najczystszej postaci!
Mój przebój – Chakapuli – cielęcina duszona w bulionie. Wielka micha pełna chudego, miękkiego mięska w łagodnym rosole z dużą ilością świeżej kolendry.
Mcvadi – czyli szaszłyki – bardzo popularne, na monstrualnych szpadach, najczęściej wieprzowe choć podobno częste są też baranie (nie spotkaliśmy)
Kebab – ale nie w picie, tylko w dużych kawałkach na talerzu. I jeszcze czkmeruli- cały kurczak upieczony w glinianym garnku, w sosie własnym. I bardzo dziwne danie – smażony kurczak polany zimnym sosem ze śliwek renklod.

Chakapuli
Szaszłyki
Kebab

Uff. I to nie koniec, bo kolacje w Gruzji trwają godzinami. To, co mi się tam bardzo podobało to sposób podawania dań. Wszystkim się dzielimy! Nic to, że każdy zamawia oddzielnie. Wszyscy goście przy stole dostają małe talerzyki a przekąski i dania główne (poza zupami) lądują na półmiskach na środku stołu. Każdy może spróbować wszystkich potraw. Co ciekawe, jedzenie podawane jest na najmniejszych możliwych talerzach, nie ma tam miejsca na tak popularne w polsce kleksy z balsamiko czy frywolnie rozrzuconą rukolę. Talerzyki są takie małe bo zwykle jest ich bardzo dużo, a każdy kolejny donoszony ląduje na krawędziach poprzednich.

Niby czas na deser, ale jednak nie – w Gruzji nie ma deserów. Gruzini nie jedzą słodyczy. To co najczęściej dostawaliśmy – chałwa i winogrona, i tak wystarczało bo nie mieliśmy miejsca po kolacji 😉 Jedyny eksportowy słodycz w Gruzji to czurczchelo – orzechy zawinięte w placki zrobione z soku z winogron i mąki kukurydzianej. Same placki z owoców też można kupić. Wygląda to trochę jak glony nori, smakuje… marnie. Spróbowaliśmy, nie powtórzyliśmy. Z łakoci najbardziej lubimy mięso.

Czurczelo
Placki z owoców
Chałwa ze słonecznika i figi w syropie

Woda
No to popijmy czymś! O winie już pisałam dużo i powtarzać nie będę – świeże bursztynowe wino z kvewri nie powoduje kaca, smakuje doskonale i można je pić litrami.
Ale woda… to jest temat, hm – rzeka. Gruzini są dumni ze swojej wody – z czystych rzek i potoków górskich i ze zdrojów. Jeśli jest jedna marka wody znana na całym świecie – to Borjomi. Uchodzi za dość luksusową chociaż kosztuje i tak mniej niż nasza Muszynianka. Zaprzyjaźniłam się z nią także ze względu na optymalny kształt butelki, mieszczącej się w sam raz w mój uchwyt na bidon. Borjomi jest tylko w wersji gazowanej i jest lekko słona – po dodaniu miodu i cytryny wychodzi świetny izotonik.
Jest jednak taka woda w Gruzji, po spróbowaniu której zaczęliśmy w sklepie prosić o ‘słodką’ wodę. Była piąta rano, po nieprzespanej nocy, podróży na dworzec… kupiłam butelkę i dałam Jackowi. Po kwadransie zauważyłam że upił może mały łyk. Ta woda dała nam mnóstwo nowych wrażeń smakowych, pobudziła kreatywność i zajęła czas przed otwarciem dworca – skupiliśmy się na porównaniach. Bo nie smakowała jak cokolwiek co znamy. To Likani.
“marzenie informatyka”
“nowa płyta główna”
“woda po chłodzeniu lutownicy”
żałuję że nie spisałam wszystkich tych metafor… Musicie jej spróbować!

Borjomi, luksus
Ten smak...
Bakuriani, nasz Żywiec czy Kropla Beskidu

Powiązane posty

Leave a Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.