Guilin: łowienie (z) kormoranami

by Gosia
0 comment

*obrazek pochodzi stąd

Tak to bywa, że nie zawsze mam czas dowiedzieć się wszystkiego o miejscu, w które jadę. Więc kiedy okazało się, że znajoma z Brytyjka z pracy była w Yangshuo, po prostu zapytałam co tam najlepiej robić.
|- Koniecznie wybierzcie się na cormoran fishing w nocy! Nie można tego przegapić.
Okej, zanotowane, zaraz obok jazdy rowerem i rejsu statkiem. A w naszym pensjonacie zapytana o polecane atrakcje na wieczór Erica wymieniła dwie: show taneczny na 400 osób reżyserowany przez gościa, który ułożył choreografię na otwarcie Olimpiady w Pekinie i właśnie… cormoran fishing. Wybraliśmy do drugie. I teraz chwila wyjaśnień językowych. Cormoran fishing luźno przetłumaczone na polski w zasadzie oznacza “łowienie ryb przez kormorany”. A skoro jesteśmy w krainie przeciętej kilkoma rzekami, na obiad daniem popisowym jest ryba w piwie a na pomoście wita nas staruszek z kormoranami na bambusowej tyczce (żywymi) to pewnie można tu obejrzeć jak kormorany polują na ryby. I z jakiegoś powodu robi się to w nocy.  Zapisaliśmy się więc na ekskluzywną wycieczkę (3-osobową, z Mirkiem z Pragi) i o 20-tej pojechaliśmy do przystani.

Po ciemnych schodach zeszliśmy na nieoświetlony pomost. Z oddali widać było zbliżające się światełko. Słyszeliśmy motorek. Podpłynęła bambusowa łódeczka z zawieszoną na dziobie latarenką. Na łódeczce stał pan w chińskim kapelutku, na dziobie miał przymocowany wiklinowy kosz a wokół łódeczki pływało 5 ptaków. Najpierw myśleliśmy, że to kaczki, ale okazało się że to właśnie kormorany. Zostaliśmy zaproszeni na drugą łódkę, równie małą, z fotelami. Obie łódki odbiły od brzegu i ruszyły wzdłuż rzeki. Płynęliśmy jak najbliżej rybaka, w zasadzie burta w burtę. Jego latarnia oświetlała przestrzeń przed łódką, a tam jak w ukropie uwijały się kormorany, płynąc przy samym dnie.

Co jakiś czas wynurzały się z rybami w dziobach, które szybko znikały w ich żołądkach. Aha, to dlatego ten show można oglądać maksymalnie trzy razy jednego wieczora – zrozumieliśmy. Kormorany w końcu się kiedyś najedzą. Płyniemy my, płynie łódka przewodnia, ptaki nurkują. Myślę sobie – cormoran fishing- jesteśmy blisko natury, nad nami majestatyczne strzeliste skały, ptaki na wyciągnięcie ręki, miło.

Aż tu nagle nastąpił akt drugi przedstawienia. Jak wypatrzyliśmy, każdy kormoran miał do łapki przywiązany sznurek. Pewnie po to, żeby po pokazie jakoś je jednak ogarnąć jakby nie chciały wracać do kurnika – wykoncypowaliśmy. Ale nie. Po kolejnym połowie ptak, który wyciągnął sporą rybę został przy pomocy bambusowego kija wyłowiony z wody za ten sznurek, sprawnie łapany za gardło, parę zwinnych ruchów i…. ‘wypluwa’ żeby nie powiedzieć ‘wyrzyguje’ rybę do bambusowego kosza. Zatkało nas. Cormoran fishing nabrało nowego znaczenia: łowienie ryb kormoranami! I pan jednego po drugim zaczął wyciągać ptaki z wody, a jeśli ociągały się z nurkowaniem to chlapał na nie tak żeby zajrzały pod powierzchnię i wyciągnęły mu kolejne ryby.

Dowiedzieliśmy się zresztą, że tradycyjnie te ryby potem się sprzedaje… i tak oto poznaliśmy nowy sposób połowu.
Podróże kształcą!

image

Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.