Kambodza – tym razem nie o ruinach

by hajski
1 comment
Jutro zegnamy sie z Kambodza. Poniewaz wczoraj bylo o ruinach, dzisiaj dorzuce tylko Tomb-Raiderowe zdjecia na dole. A bedzie o tym malym kawalku Kambodzy ktory zobaczylismy przez 3 dni. Zapewne moje odczucia beda bardzo subiektywne i ktokolwiek widzial ten kraj poza Siem Reap i droga od granicy zacznie protestowac. Moje obserwacje sa tez sprzeczne z przewodnikiem lonely planet sprzed 5 lat, podkreslajacym jak mili, otwarci i ciepli sa Khmerzy i jak niezwykle tanio jest tu podrozowac.
Kambodza to biedny kraj spokojnych i w wiekszosci cichych ludzi. Podnoszenie glosu uchodzi tu za nietakt. Placa minimalna to 55USD. Porownuje z Tajlandia – tam to 220USD. Przepasc. W Kambodzy prawie wszyscy poruszaja sie rowerami lub motocyklami, prawie nie ma samochodow.  Motocyklem jezdzi cala rodzina. Naraz. Dwoje rodzicow i dwoje dzieci. Dzisiaj widzielismy mame odbierajaca spod szkoly trojke dzieci. I prowadzocego motocykl plus dwa prosiaki przed nim (w poprzek, raczej martwe bo sie majtaly dosyc bezwladnie). Do motocykla mozna tez przymocowac swoj stragan, a nawet cala kuchnie, lacznie z butla gazowa i plonacym ogniem pod wokiem. Nie ma chwili do stracenia. 

Dodatkowo chyba z 10% pracujacych w SiemReap jezdzi moto-rikszami czyli tuk-tukami. ‘Tuk-tuk, Lady??’ to najczesciej wypowiadane wieczorem zdanie (w ciagu dnia to ‘cold water, Lady, you buy here’). ‘
Prawie wszyscy turysci wlasnie w ten sposob przemieszczaja sie po miescie i miedzy ruinami. Na tym zdjeciu nasz kierowca odpoczywa kiedy my zwiedzamy. Niektorzy tuk-tukowcy rozpinaja sobie w pojazdach male hamaki i tam oddaja sie relaksowi w rytmie muzyki z komorki.
Lokalni sa za to niezle ubrani, pelno znanych marek. W koncu sporo naszych ciuchow jest made in Cambodia. I wszyscy nosza gumowe klapki 🙂
Straszny tu balagan. Pelno smieci, papierkow, odpadkow, jakies blachy, dachowki, deski, bambusy.
Duzo ludzi spi tam, gdzie w ciagu dnia maja swoj stragan.
Biorac pod uwage, ze przez ostatnie 10lat Kambodza ma dwucyfrowy wzrost gospodarczy, naprawde biednie musialo tu byc w latach 90.
Nie ukrywam ze jadac tu liczylam na to ze bedzie barwnie i tanio. Za to jest tylko barwnie. Wszyscy na wszystkim chca zarobic. I to w nieelegancki sposob. Nie ma podzialu lokalna/turystyczna restauracja czy sklep. Jedzenie na ulicy w menu po angielsku kosztuje wiecej niz w Tajlandii. Owoce – banany, mango – 1-1.5 USD. Za tyle to ja kupuje mango na Ursynowie. A w lidlu taniej 🙂 i wiem ze lokalnym sprzedaja to samo kilka razy taniej.
Mleko 200ml – dolar. W spozywczaku 2kilometry od turystycznego centrum. Kartki pocztowe za dolara zupelnie nas podlamaly. Kawa 2USD. To akurat bylo warte swojej ceny ze wzgledu na egzotyczny sposob podania. Prosze Panstwa, Khmerskie Venti Latte:
Gdyby ktos szukal tu wskazowek cenowych na swoje wojaze – jazda tuktukiem z dworca-6USD, za 6km. W Tajlandii w tej cenie pokonalismy 15km.
Taxi od granicy 48 chociaz tu na miejscu dowiedzielismy sie ze stawka to 30.
I przez to Kambodza pozostawi pewien niesmak. Gleboko wierze ze 95% ludzi tutaj jest mila i bezinteresowna, ale to w turystycznych miejscach odwiedzajacy wyrabiaja sobie opinie o kraju. I o ile w Bangkoku moza bylo pojsc za rog i zjesc za dolara normalny obiad na ulicznym straganie, to tutaj gdzie nie zajrze jestem dla nich workiem z dolarami.
Po raptem dwoch dniach wlaczyla mi sie taka podejrzliwosc, ze sprawdzalam dokladnie czy darmowy autobus jest na pewno darmowy w 2 strony 🙂
Ciekawe, jak na tym tle wypadnie reszta Tajlandii. Na razie, przynajmniej w Bangoku pokazali nam, za na turystach mozna zarabiac w bardziej elegancki sposob.
I obiecane ruiny raz jeszcze:

tutaj widac jak buduja drzewo:

Jutro taxi do granicy o 6.30. Mamy nadzieje do wieczora dojechac do Kanchanaburi (taxi, tuk-tuk, autobus, autobus). Przy takiej wybuchowej mieszance moze byc roznie, na pewno ciekawie 🙂

Powiązane posty

1 comment

Anna G. 18/03/2013 - 22:36

Podanie kawy mnie powaliło 🙂

Comments are closed.