Kamperem na Krk

by Gosia
0 comment
most na Krk

Rzut monetą (prawie) pomógł nam zdecydować jakie miejsce odwiedzimy po bardzo udanym pobycie w Zatonie na półwyspie Nin.
Chcieliśmy wyspy i ładnych widoków, może popłynąć promem, a może widokową drogą wzdłuż wybrzeża? Nie mogło być za daleko, żeby Władka nie zanudzić, i nie na południe, żeby nie oddalać się od domu. Krk, Mljet, półwysep Lopar na wyspie Rab, a może Istria? I wybór padł na Krk.

Na wyspę od 1980 roku można wjechać mostem. Wszędzie musi być coś „naj”- tutaj mamy podobno najdłuższe na świecie żelbetonowe przęsło, mierzące 1430 metrów. Most początkowo nosił imię Josipa Broza Tity. Teraz to po prostu Krcki most. Widoki po drodze były takie, do jakich przyzwyczaiła nas już Chorwacja – obłędne! Zawsze, kiedy góry spotykają się z morzem, wzdychamy upojeni 🙂

w drodze

Zachęceni ofertą sieciowych kempingów premium wyszukaliśmy obiekt grupy Maro, pierwszy pięciogwiazdkowy kemping w Chorwacji. I nie jesteśmy zawiedzeni. Zajęliśmy ostatnią wolną parcelę, w roku, w ostatnim rzędzie, pod wzgórzem. W sumie fajnie, bo zależy nam na ciszy i spokoju, a te 100 metrów do morza jakoś pokonamy. Już od bramy uwagę zwraca bardzo wypielęgnowana zieleń: golfowe trawniki, wszędzie zadbane kwiaty, rabatki, krawężniki i estetyczne kamyczki. Cały teren jest świetnie oznakowany i zaplanowany tak, żeby z każdego miejsca była z grubsza podobna odległość do najbiższej toalety. Usługi – concierge, piekarnia i restauracja, baseny oraz klubik malucha zostały ulokowany przy placyku z Włoska nazwanym piazza. Teren mocno opada w kierunku morza i zewsząd widać lazurową wodę. Kilka oddzielonych plaż jest kamienista bądź wyłożona dużymi płaskimi kamieniami, przypominającymi naturalny, nierówny gres. I wszędzie schody, strome i wysokie. Opcjonalnie – dłuższa droga pochyłą uliczką (tę opcję wybieramy z wózkiem).

parcela pod drzewkiem

Parcele premium znajdują się na zboczu nad samą wodą i są dodatkowo wyposażone w grille!
W łazience jest jak w hotelu – każda umywalka wyposażona jest w suszarkę, na blacie stoi storczyk, gra dyskretna muzyka a obsługa wita się nieustannie z każdym gościem. W strefie zmywalni z widokiem na zatokę można skorzystać z pralki i suszarki Miele, oraz – uwaga – ze zmywarki 🙂

zmywanie z widokiem

Kemping jest bardzo eko- wszędzie recycling, pierwszy raz w Chorwacji, a brudną wodę zrzucaną z kamperów oczyszcza specjalny system zbiorników porośniętych trzciną.
Jednym słowem – jest prawie idealnie!

taki plażing

Prawie? ano tak, bo nie mamy w okolicy ścieżki rowerowej, więc tym razem aktywnie spędzamy czas na spacerach. Władek z równym zapałem rzuca się do wody z plaży piaszczystej i kamienistej, podłoże mało go na razie interesuje, więc plażowanie to na razie nieustanne wyciąganie go z wody 😉

Wczorajsza trasa piesza urwiskiem nad brzegiem morza do miasteczka Krk była dosyć wymagająca- przydało się nosidło, a Piotrek prężył muskuły dźwigając wózek i akcesoria. Kamienista ścieżka po kilkuset metrach zmieniła się w żwirową dróżkę i wreszcie w nadmorską promenadę, prowadzącą wzdłuż murów miasta na starówkę. Plażą szły zakonnice, chyba mają tu jakiś zlot. 
I znów: wyszliśmy na obiad, nie było nas pół dnia, bo a to lody, a to plac zabaw… pięknie jest! Bardzo mi się podoba połączenie skał wystających z morza, o które rozbijają się fale, karłowatych sosen porastających strome zbocza i kamienistych zatoczek.

W strefie basenowej mamy o wiele mniej niż w Zatonie, ale w zupełnosci wystarczająco dla mniejszej liczby gosci – endless pool czyli basen “bez brzegu”, brodzik dla dzieci, kilka zjeżdżalni i strefa ze zraszaczami dla najmłodszych. Tylko fortelem jesteśmy w stanie zakończyć kąpiele synka.

woda z basenu przelewa się przez brzeg – czyli endless pool

A co mamy na talerzu? Dziś akurat cevapcici- klasyk obiadowy wszystkich krajów byłej Jugosławii. Podłużne kotlety z siekanego mięsa wieprzowego, obowiązkowo w towarzystwie surowej cebuli i sosu- tutaj ajvar. Jedna z pozycji w menu, po których zawsze obiecuję sobie, że do końca wyjazdu będę jeść już tylko sałatki.

Za to wczoraj w Krku w najbardziej polecanej restauracji jadłam krewetki, które prawie nie mieściły się na talerzu!

Wieczorem poszliśmy na mini-disco, z powątpiewaniem bo to przecież dla starszych dzieci. A Władek zapomniał, że nie umie stać i stał ponad minutę klaszcząc i piszcząc na widok pana w przebraniu homara, po czym na czworaka rzucił się w tłum tańczących dzieci.


Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.