La Sirena – 3 dni w stacji badawczej

by hajski
0 comment

3 dni to zdecydowanie za mało, ale biorąc pod uwagę że maksymalnie można w La Sirena spędzić 5 dni, to nasz pobyt był całkiem długi!

W stacji na stałe przebywa jeden strażnik i 2 panie. Strażnik pilnuje porządku, to znaczy zarówno wpisuje wszystkich gości do rejestru jak i zamiata podłogę.
Wydaje też kupony na posiłki. Lepiej ich nie zgubić, bo najbliższy sklep to jakieś 25km przez dżunglę. 
6:30- śniadanie
5:30- kolacja

Panie zajmują się głównie gotowaniem. Na terenie stacji działa stołówka, gdzie trzeba miesiąc wcześniej zarezerwować i opłacić posiłki. Mieści 25 osób. W menu króluje ryż z fasolą, stanowiący bazę wszystkiego: do śniadania podawany z jajecznicą, do kolacji z mięsem, lunczu nie kupowaliśmy więc nie będę zgadywać. Jest trochę jak na koloniach- dokładki aż sie skończy jedzenie a do picia oranżada w proszku. A że wszyscy są wygłodzeni po całym dniu w dżungli, nie widziałam żeby cokolwiek zostawało. 
Na posiłki wzywa dźwięk trąby, w którą dmie strażnik 🙂 wyglodniali turyści podrywają się z werandy i staną w kolejce do pani z chochlą.
Kolacja:

W stacji moze jednocześnie przebywać 27 osób. Do spania przygotowane są miejsca w cztero i pięcioosobowych pokojach oraz platforma na ktorej można rozstawić namiot.
O pościel trzeba zadbać samemu- Rodolfo dał nam po jednym prześcieradle  🙂
Jedyną rozrywką a przerwach między wycieczkami po dżungli jest siedzenie na werandzie. Moze akurat trafi sie lądowanie aerotaxi, a jeśli nie, to można spokojnie uciąć sobie turbodrzemkę, albo zjeść kolektywnie ananasa.
Prąd jest przez 2 godziny po zmroku, od 18:00 do 20:00. Potem strażnik dosłownie przekłada wajchę i do rana zapadają ciemności. Można docenić światło księżyca, my akurat trafiliśmy na pełnię.

Po kolacji wszyscy gromadzą się na werandzie i rozmawiając o tym, co dziś widzieli, wpatrują w ścianę lasu. Lub księżyc.

Stacja ma wlasnie zasilanie ogniwami slonecznymi, co wystarcza na prąd w domku strażnika, wspomniane 2h prądu dla turystów i całodobowe 2 gniazdka do ładowania komórek.
Nie ma co prawda zasięgu, ale – JEST INTERNET 🙂 to podobno dla kontaktu strażników i badaczy ze światem. Kontakt zapewnia taka antena:
Czas płynie leniwie a to co się tutaj dzieje w dużej mierze reguluje pogoda. W porze suchej, czyli teraz, turystów jest sporo, nawet 27. My akurat nie trafiliśmy na komplet.
W porze deszczowej rzeki wzbierają i cieżko się przez nie przeprawić. Rodolfo kiedyś utknął tu na parę dni. Padało tak mocno że łąka była za wilgotna na lądowanie samolotu, a w zatoce pływały kłody drzew i odcięły łodzie. Przez 8 dni nie dało sie wejść ani wyjechać, a mieszkańcy siłą rzeczy zaczęli łowić ryby, bo bez codziennych dostaw w spiżarni został tylko ryż i fasola.
Mnie osobiście warunki sanitarne przypominały mazurskie przystanie. A nocleg z nietoperzami, pająkami, tarantulami w lesie 20 metrów od drzwi ( poszliśmy oglądać w nocy) bez prądu i pościeli – to przecież przygoda 🙂

Powiązane posty