Majówka!

by Gosia
0 comment

W sobotni wieczór zameldowaliśmy się w bardzo przyjemnym hotelu Be Cosy w Trou-aux-Biches na północy Mauritiusa. Do dyspozycji mieliśmy salon z kuchnią, sypialnię i wielką łazienkę, przestronny taras, a na dole basen z barem do którego można było podpłynąć i pić drinki z palemką bez wychodzenia z wody. Niespecjalnie skorzystaliśmy z tych dobrodziejstw, bo już o 8 rano wyruszaliśmy na wycieczkę katamaranem w kierunku kilku małych wysepek. Rano solidnie popadało i przez chwilę bałam się że zaliczymy mazurskie klimaty, ale po wejściu na pokład deszcz ustał, za to chmury złowrogo przetaczały się po niebie nad majaczącymi na horyzoncie wyspami. Katamaran był ogromny – razem z nami płynęło ponad 20 osób. Ocean od rana był bardzo wburzony, bujało solidnie, fale rozpryskiwały się na pokładzie i byliśmy mocno przemoczeni. To akurat żaden problem, bo było ciepły wiatr szybko nas suszył.
Dla części pasażerów nie był to chyba rejs życia i najbardziej zapamiętają czarne foliowe woreczki. Nas choroba morska oszczędziła. Niestety fale były na tyle silne, że kapitan po podpłynięciu do naszej docelowej wyspy zrezygnował z cumowania i wożenia nas pontonem na brzeg – fale z grzywami rozbijały się z hukiem o przybrzeżne skały i nic nie zapowiadało rychłej poprawy sytuacji. Plan ‘B’ przewidywał powrót na Mauritius, cumowanie w cichej zatoczce i grill na łodzi. Tak też zrobiliśmy. Aby przyspieszyć nasz powrót załoga postawiła nawet foka, chociaż uważamy że jak i grot, służył bardziej jako fajne tło do zdjęć bo płynęliśmy cały czas na silniku. Rzucanie niezaknagowanej kotwicy było kolejnym przykładem ‘kunsztu’ żeglarskiego. Za to kapitan okazał się świetnym kucharzem i po zacumowaniu przyrządził na grillu pyszne ryby, w tym jedną złowioną w czasie rejsu 🙂 jeden z majtków wyciągnął gitarę i zaczął śpiewać, część pasażerów nawet tańczyła (my oczywiście nie!). Trochę się popluskaliśmy w pięknej lazurowej wodzie i na plaży zbudowaliśmy małą jednokanałową fortecę z piasku. Klimat mocno wakacyjny, relaksacyjny i turystyczny. W końcu to majówka!

i po deszczu
na katamaranie
relaks w wodzie
kapitan-kucharz
relaks c.d.
owoce na powitanie

Z portu odebrał nas niezastąpiony Dilesh, po czym po szybkim pakowaniu wróciliśmy na zachód, tym razem do Flic-en-Flac, miejscowości na północ od Tamarin gdzie mieszkałam przez dwa poprzednie tygodnie. Biegaliśmy tu już po plaży. Teraz przez dwa dni pławimy się w luksusach pięciogwiazdkowego Hiltona. Pobyt zaczęliśmy od uderzenia w wielki gong powitalny przy wejściu i powitalnych drinków. Czeka na nas piękna plaża, leżaki, łóżka i fotele nad oceanem, dwa baseny, jacuzzi, masaż, siłownia, joga, wypożyczalnia sprzętu wodnego, w tym żaglówki, rejsy po zatoce, lekcja kreolskiego i całe mnóstwo innych uciech, z których pewnie nie skorzystamy bo będziemy się po prostu relaksować na plaży 🙂
Wieczór zakończyliśmy w towarzystwie Eda i jego żony w pobliskiej restauracji Domaine Anna, która jest malowniczo ulokowana na środku wielkiej plantacji trzciny cukrowej. Bardzo klimatyczne miejsce, pięknie oświetlone, część stolików znajduje się w małych altankach do których prowadzą pomosty. Wokół pływają kaczki a w wielkich przeszklonych zbiornikach przeróżne ryby, które można zjeść na kolację.078
Poniedziałek bardzo nas zmęczył. Nie wiem jak można tak przez tydzień leżeć na plaży. Byłam pełna podziwu dla pary na sąsiednich leżakach – twardo leżeli od 9 rano do 18tej. Ja już po trzech godzinach szukałam sobie zajęcia. Pobiegaliśmy, zjedliśmy pyszne śniadanie, poleżeliśmy w cieniu, bo po katamaranie jestem tak spalona że róż do twarzy mógłby mi służyć za puder…a po południu poszliśmy do miasteczka na zakupy i lunch. Zamiast hotelowej luksusowej restauracji wybraliśmy budkę z roti po 1,5pln sztuka, a do Hiltona wróciliśmy klimatycznym autobusem 🙂
Wieczorem po kolacji podziwialiśmy rytuał rozpalania pochodni w hotelowym ogrodzie, a potem animację – występ zespołu grającego Sega – muzykę niewolników.
Jutro przed nami wycieczka żaglówką w poszukiwaniu delfinów i cały dzień plażowania. W nocy wylatujemy do Dubaju a stamtąd już we środę rano – do Warszawy.

selfiak w autobusie
roti z budki
szukam muszelek
widok z pokoju
hotelowy ogród
co to za zupa?

Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.