Mohacs – Vukovar, 127km

by hajski
0 comment

No to jestesmy w Chorwacji, w Vukovarze. Dzisiaj dwa razy na chwile zatrzymywal nas deszcz, az dziwne bo przeciez Chorwacja to taki sloneczny kraj. Ale po kolei. Wczoraj w Mohaczu zjedlismy najpyszniejsza kolacje na Wegrzech. Tak wiec jesli bedziecie w Mohacsu, musicie wpasc do restauracji Tron na kurczakowy paprykarz i grzybowe leczo. Co nas jeszcze zaskoczylo w Mohaczu? W nocy po ulicach jezdzi pickup ktory rozpyla oprysk przeciwkomarowy. Ciagnie sie za nim ogromna chmura chemikaliow ktora wyglada jak dym na dyskotece 🙂 A rano ruszylismy w strone przejscia granicznego w Udvarze. Chorwacja od tygodnia jest w UE, slupy graniczne byly juz zaktualizowane! Przemile panie celniczki daly nam pieczatki 🙂 i ruszylismy, podziwiajac chorwackie rolnictwo – brzoskwinie, rzepe, kukurydze i winnice. I wsie zupelnie inne niz wegierskie! Slowianski balagan, taki swojski rozgardiasz, trawniki troche pozarastane i gdzieniegdzie sciek w rowie. I o wiele bardziej przyjazni ludzie, ekspresyjnie wyrazajacy swoja sympatie dla rowerzystow z Polski. Szczegolnie staruszkowie na laweczkach: krzyczeli, machali, pozdrawiali. Kierowcy trabili festyniarsko. Nawet radiowoz zatrzymal sie obok nas kiedy Jacek poprawial sakwy, pytajac czy moga pomoc. Zaczely sie tez pierwsze podjazdy, walczymy dzielnie a uda rosna w oczach 😉
W licznych lokalnych restauracjach dania glowne to cevap i pleskawica. Cevap potrafi zmeczyc bardziej niz 8% podjazd, co widac na jednym z ponizszych zdjec 😉
W Osijeku przejechalismy przez Drawe i obejrzelismy urocza starowke. I dotarlismy do naszego dzisiejszego celu – Vukovaru. Nie czytalismy wczesniej o tym miejscu i spodziewalismy sie standardu, pare restauracji, jakis hotelik, pensjonaty. Tymczasem zastalismy jeden zamkniety hotel, zero pokoi do wynajecia, jedna restauracje i kilka kawiarni. I bardzo widoczne zniszczenia powojenne, slady po pociskach, ruiny i rozkopana glowna ulice ktora moze po remoncie sluzyc za deptak. I w srodku tego czterogwiazdkowy hotel-centrum kongresowe, ze znaczkiem ‘bike friendly’. I dopiero przy kolacji w tej jedynej restauracji Piotrek zaczal czytac nam o Vukovarze. To miasto ktore odnioslo najwieksze zniszczenia w czasie wojny. Bitwa o Vukovar, ktory zostal wtedy niemal zrownany z ziemia trwala 3 miesiace. Trzy tysiace Chorwatow bronilo miasta przeciwko 30 tysiacom sil serbskich. I to wszystko 20 lat temu. Serbowie opuscili Vukovar dopiero w 1997 i wtedy powoli zaczela sie odbudowa miasta i powrot mieszkancow. Do dzis odbudowano dopiero polowe. Zniszczenia wojenne oficjalnie upamietnia pozostawiona zniszczona wieza cisnien. A nieoficjalnie – wystarczy sie rozejrzec. Mozna zwiedzic dawny szpital w ktorym jest muzeum wojny.
Z drugiej strony w centrum jest bardzo ladne nabrzeze Dunaju, gdzie cumuje duzo lodek, wokol donice z kwiatami, tlumy mlodziezy na rolkach, rowerach, wakacje. Pelne ogrodki piwne. Naprzeciwko nas podziurawiony pociskami budynek. Za to tutaj w hollu hotelowe zegary: Londyn, Tokyo, Vukovar, Nowy Jork, Moskwa. Ceny w Euro i calkiem warszawskie.Ciezko to wszystko ogarnac i przetrawic.
Ciekawe z ktorej strony zaprezentuje nam sie Chorwacja jutro?

Powiązane posty