Novi Sad – Beograd, 100 km i koniec!

by hajski
0 comment

A moze wlasciwie poczatek wakacji?
Wczoraj pobalowalismy troche w Nowym Sadzie w restauracji wojskowej. Przedsmak tego jak Serbowie lubia spedzac czas poza domem. I doskonala obsluga w knajpach.
Wlasciciel naszego hostelu, Żarko, zapowiedzial ze poszaleje na festiwalu i sniadanie zrobi nam nie wczesniej niz o 9. Tak tez sie stalo 🙂 Przejechalismy sobie poznawczo przez Nowy Sad i podsumowac moge to tak: jesli chcecie sobie przypomniec jak wygladala Polska 15 lat temu, jedźcie do Serbii. Oczywiscie nie do stolicy, bo ta nijak sie ma do calego kraju. Moze poza sciezkami rowerowymi, tych w NS bylo duzo, wydzielonych i asfaltowych.

A w trasie po wczorajszych podjazdach dzisiaj szlo nam jak po grudzie. Tym bardziej, ze zaraz za Nowym Sadem trafila nam sie 8% gora ktora trwala i trwala przez 3km. To wszystko w pelnym sloncu. Potem wspielismy sie jeszcze na kilka mniejszych, ale tez nieprzyjemnych. Poczulismy te wszystkie kilometry calego tygodnia.

Serbia pachniala konczacymi sie zniwami i mydlinami w rowie. Machali nam nieustannie. Nie dalismy sie wyprzedzic kombajnowi, zlapac scigajacym nas nieokielznanym psom, a chlopaki wyprzedzili nawet volkswagena transportera. W zyciu nie widzialam tylu zastaw, starych golfow i yugo. Z wieloma przerwami na ladowanie weglowodanow doturlalismy sie za 50 kilometr, gorki sie skonczyly i razem z nimi gruboziarnisty asfalt. Przy drodze kupilismy doskonale brzoskwinie, od pana ktory bardzo cieplo sie do nas usmiechal i na pozegnanie dorzucil polowe gratis. Jedlismy jadąc. Przed Zemunem przejechalismy jeszcze 10km polną drogą, z ktorej dla kontrastu wypadlismy na ruchliwa wlotowke do miasta.  W Zemunie Jacek namowil nas na wspiecie sie do punktu widokowego – bylo warto! A potem wsrod spacerowiczow promenada nad Dunajem wjechalismy do Belgradu.
Balkany sie bawią! Poszliśmy na ulice z ogrodkami restauracyjnymi, w każdym gra kapela spacerujaca miedzy stolikami. Serbowie spiewaja, klaszczą, walą w stoły, impreza na maksa. Jak prawy do lewego 🙂 po 22 w parku w poblizu naszego hostelu tlum ludzi, sklepy otwarte, cala okolica tętni życiem. O jedzeniu nie bede sie rozpisywac, ale kolacja byla na miare naszego osiagniecia 🙂
Jutro wylaczamy budzik, w planach delikatne zwiedzanie i plaża nad Sawą. Pierwszy od tygodnia dzień bez pieluchy, pakowania sakwy i resetowania licznika.

Powiązane posty