Offroad z Borjomi do Batumi

by Gosia
0 comment

Zachciało nam się nad morze. A jeśli morze- to Batumi. Byliśmy tu już rok temu przez cały dzień szukając kartusza i to z Batumi zaczęła się Gruzja na rowerach. Rano spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy w drogę. 

Z Borjomi do Batumi można dojechać dwiema trasami- dookoła, przez “autostradę” z Tbilisi do Kutaisi (całość 380km), co wymaga powrotu do stolicy- i krótszą drogą (~175km) przez góry. Z uzasadnionych przyczyn google maps nie bierze drogi przez góry w ogóle pod uwagę, ale skoro juź mamy auto które wjedzie wszędzie- postanowiliśmy spróbować. Na wszelki wypadek kupiliśmy dużo wody.


Droga zaczyna się gładkim asfaltem, który po ok 30km zmienia się w pole minowe, co nie przeszkadzało śmigać po nim mercedesom czy astrom. Nie byliśmy wcale na odludziu- takie bezdroża prowadziły do sporych miast!


Z przeciwka minęło nas kilka rejsowych marszrutek. Przystawały na postojach przy wodospadach i kranikach z wodą. Rodzice wysadzali wymiotujące dzieci, pozostali kupowali w kioskach przekąski na dalszą podróż (my spróbowaliśmy placków ziemniaczanych). 

Po dwóch godzinach wertepów dojechaliśmy do położonej na ponad 2000m npm przełęczy. Ile tam się działo! Ciężarówki, stada krów i owiec, anteny i przekaźniki sygnału, meczet( jestesmy przy granicy z Turcją) sklepy z mydłem i powidłem czy wreszcie dwóch dziadków gorąco namawiających nas do zakupu słoika śmietany. A wszystko to w jednej z dziwniej wyglądających wsi jakie widziałam w Gruzji. Wszystkie domy tutaj były drewniane, ale wybudowane w taki sposób, jakby bez skomplikowanych konstrukcji podtrzymujących miały się zaraz poprzechylać. Na parterze miały tylko małe lufciki, za to na piętrze pełnowymiarowe okna i balkony z antenami satelitarnymi. Ani jeden nie wyglądał okazalej od drugiego. ​

Wszędzie wokół pasły się krowy, a wesoło brykające cielaki grały w berka na środku drogi. Po drugiej stronie przełęczy czekała jeszcze jedna niespodzianka- nowiutka kolej gondolowa i świeżo ogrodzony stok narciarski. Gondolki kursowały nad pastwiskiem i pochylonymi domami, zwiastując rychły najazd amatorów zimowego szaleństwa, zastrzyk gotówki i skok cywilizacyjny. O ile tylko ktoś tu najpierw wybuduje drogę, bo kolejne dwie godziny w stronę Batumi testowaliśmy możliwości terenówki. Chyba, że tak wlasnie wyglada słynne heli-ski – narciarstwo gdzie na stok wyrzuca narciarza helikopter.

Po drodze minęliśmy jeszcze gigantyczną budowę tamy i już po gładkim asfalcie dojechaliśmy do celu. Jest upalnie (35C) i tłoczno. Świętujemy rocznicę ślubu!

Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.