Ojra! Ojra! Czyli jak się biega w Budapeszcie?

by Gosia
0 comment

2013- Berlin
2014- Barcelona
2015- Budapeszt

Jo napot kivanok!
Coroczny wiosenny wyjazd półmaratoński zaliczony. Tylko skład osobowy delikatnie się zmienia, ale Drewniki jako trzon drużyny – obecni. Jeden Drewnik pobiegł dychę, zgodnie ze wskazaniami Trenerki, drugi Drewnik (a raczej druga Drewniczka) – przesympatyczną połóweczkę w przemiłym towarzystwie.

Fajnie jest w Budapeszcie! Cieplej, słoneczniej, zieleniej, trochę jakby ładniej… i jest ‘nasz’ Dunaj, co mnie natychmiast nastraja refleksyjnie (ale w tonacjach durowych). Tym razem mogę przebiec fragmentem naszej trasy rowerowej.

Telekom Vivicittá Félmaraton to tak naprawdę weekendowe budapesztańskie święto biegania. Centrum wydarzeń zlokalizowane jest na dunajskiej wyspie, gdzie znajdują się stadiony, baseny i rozległe tereny rekreacyjne, z biegowymi tartanowymi ścieżkami i drogami rowerowymi. Obejrzeliśmy sobie wszystko dokładnie odbierając w sobotę pakiety startowe. Już w sobotę startowały biegi dla dzieci i młodzieży.

Do sprawy podeszliśmy na luzie – w piątek zamiast iść spać przed 22 (najważniejsza noc przed biegiem to ta ‘przedwczorajsza’) poszliśmy na gulasz i wino, i wino… i wino. W sobotę po obfitującym w paprykę i salami śniadaniu poszliśmy na długi spacer. Z zainteresowaniem obserwowaliśmy protesty pod budynkiem parlamentu, przewiało nas mocno na przechadzce wzdłuż Dunaju i gdyby nie atrakcyjna widokowo trasa tramwajowa to pewnie jeszcze dołożylibyśmy parę kilometrów spaceru.
Tylko Piotrek starał się relaksować i kumulować energię (opłaciło się!)

021

jest rower i jest Dunaj

elita zwiedza miasto jutrzejszego triumfu

relaks przed startem

relaks przed startem

Niedzielny poranek spędziliśmy w biegu. Chyba trochę za późno wyszliśmy i na start dotarliśmy po kilkukilometrowej nieplanowanej rozgrzewce. Przebraliśmy się w kolejce do toalety, i ledwo Garmin złapał sygnał, już przebiegaliśmy przez start. Razem z Anią towarzyszyłyśmy Marcinowi który łamał 2h. Biegło nam się super – pogoda idealna (jakieś 13-15c, lekki wiatr i słońce), po trasie dużo muzyki, nawierzchnia idealna, widoki przepiękne. Tylko te 4 razy przez most, z którymi wiązały się 4 podbiegi trochę utrudniały utrzymanie równego tempa. Sam finisz ciągnął się za to długo – ponad kilometr wzdłuż całej wyspy, zawrotka – i jeszcze ponad pół kilometra do końca. Na mecie dostaliśmy piwo bezalkoholowe, jabłuszko i batony.

11121761_963604710339351_3790707779400751757_o

Most Łańcuchowy, 11 kilometr

046

finisz na wyspie Margit

wiosna, medal, odpoczynek

wiosna, medal, odpoczynek

Organizację oceniłabym na pięć, gdyby nie trauma depozytowa. Wyobraźcie sobie tysiące spoconych, zmęczonych i wychładzających się biegaczy stłoczonych w kolejce do depozytu i kilka osób bezradnie miotających się wśród losowo porozrzucanych worków, opisanych malutkimi cyferkami. No to dorzućcie do tego wizję otwarcia bramek i wpuszczenia biegaczy między wieszaki 🙂 uff, udało się, wypatrzone, przebrana. Zadzwoniłam szybciutko do Piotrka i Zuzi że zaczekam na nich na wyspie (startowali półtorej godziny po naszym finiszu) i sama przechowam co tam mają.
Kiedy oni pobiegli się rozgrzewać i startować, ja dokręciłam jeszcze jakieś 2 kilometry na skrzyżowanie mostu i trasy na dychę, żeby im pokibicować. I co? zobaczyłam Piotrka plecy w pomarańczowej koszulce, jak śmigał pod mostem. Potem okazało się że śmigał całkiem szybko 🙂 Złapałam za to Zuzię, a potem Piotrka na 8 kilometrze, gdzie wyglądał całkiem świeżo, więc wrzucam fotkę.

033

8 kilometr, ostatni podbieg

049

zasłużyłam, przyznaję 😉

W doskonałych nastrojach- z trzema życiówkami i zerem kontuzji – zaszaleliśmy w pizzerii. A potem zabalowaliśmy w pociągu, bo co innego można robić w 5 osób w wagonie sypialnym, który do Warszawy jedzie 10 godzin i tak miło kołysze, kiedy w walizkach wieziemy zapasy tak lubianego węgierskiego wina z Szekszardu, a w nogach i głowach tyle przebiegniętych kilometrów?

Nie wykluczam jakiś dodatkowych zagranicznych startów w tym roku – w pakietach startowych dostaliśmy po 20euro zniżki na bilety wizzair 😉

*Tytułowe ojra, ojra! krzyczeli do nas wszyscy kibice – to tak naprawdę ‘Hajra’ – dawaj dalej, dasz radę.

Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.