Okolice Kanchanaburi

by hajski
2 komentarze

Wczoraj pozwiedzalismy troche okolice Kanchanaburi. Zaczelismy od pietrowych wodospadow Erawan. Woda plynie z wierzcholka gory i tworzy siedem pieter z malymi wodospadami. Mozna sie wspiac na sama gore, my doszlismy do 5 poziomu. Bylo strasznie goraco i bez kapieli bylismy cali mokrzy.
Na 5tym poziomie zdecydowalismy sie wejsc do wody. Trzeba bylo sie zwinnie ruszac, bo po pierwsze kamienie byly strasznie sliskie, a po drugie – skubaly nas ryby. Taki rybny peeling za darmo. Nie bolalo, ale bardzo dziwne uczucie 🙂 szczegolnie patrzac na rozmiar niektorych z nich. Woda byla bardzo czysta i przyjemnie chlodna a sam park niezwykle zadbany. Zostalismy poproszeni o zgloszenie ile plastikowych butelek ze soba wnosimy i zaplacilismy za kazda z nich kaucje, ktora odebralismy przy wyjsciu. W ten sposob obsluga dba o to zeby nikt nie zostawial smieci na terenie parku. Sprytne!
Potem poplynelismy jeszcze na kamien pod innym wodospadem a przyjazni Azjaci wciagneli nas na gore. Super uczucie tak siedziec po drugiej stronie.

Nastepnym punktem programu bylo muzeum Hellfire Pass. Upamietnia ono budowe kolei laczacej Bangkok z Birma. Linia liczaca 415 kilometrow powstala w 20 miesiecy (1942-43) rekoma 60 000 jencow wojennych (Aliantow) pod kierownictwem Japonczykow.
Jeden z wykuwanych w skale fragmentow kolei nosi wlasnie nazwe Hellfire Pass. Podobnie do wojennych historii z naszego regionu, i tu umieraly tysiace wiezniow a praca odbywala sie w nieludzkich warunkach, w upale albo nieustajacym deszczu.
Samo muzeum jest ufundowane przez Australijczykow i bardzo ciekawe. Za budynkiem zaczyna sie szlak ktorym mozna przejsc 4km fragment trasy kolejowej.

A potem przejechalismy sie jeszcze pociagiem – po oryginalnej trasie biegnacej zboczem gory, kilka kilometrow od muzeum. Kursuje tamtedy kilka pociagow dziennie. Jechalismy 3-cia klasa, na drewnianych lawkach. A w kazdym wagonie pod sufitem troche chlodu zapewniaja wielkie wiatraki. Stacja bez scian – tylko zaklocalyby minialny przewiew powietrza.

Na koniec zatrzymalismy sie przy slynnym moscie na rzece Kwai. Przez most kursuja normalne pociagi, wiec turysci co jakis czas musza sie chowac do specjalnych zatoczek.

Nasz pobyt w Kanchanaburi uwazam za bardzo udany – jest tu o wiele spokojniej niz w Bangkoku, nikt nas nie probowal na nic naciagnac jak w Kambodzy, pelno tu lokalnych knajpek i stoisk bez menu po angielsku. Do tego nasz pensjonat nad rzeka w pieknym ogrodzie i lepki ryz z kwiatami jasminu z mango na sniadanie dopelnialy milej atmosfery 🙂
Dzisiaj po leniwym przedpoludniu wracamy do Bangkoku i jutro skoro swit lecimy na wyspe.
O zakwaterowanie tam zatroszczyl sie Piotrek (dostalam prezent na lotnisku) i liczymy na prawdziwy relaks z odrobina luksusu.
Udanego poniedzialku!

Powiązane posty

2 komentarze

Miku 18/03/2013 - 12:15

Po tym co piszesz wyglada,ze macie super wakacje! ZAZDROSZCZE :), chyba najbardziej sloni :), bawcie sie wspaniale i licze na wiecej opowiesci/zdjec po powrocie.
Pozdrowienia,
Mikolaj

Anonymous 25/05/2013 - 22:44

czytam Waszego bloga z opoznionym zapłonem hehe. no nie moge co za zdjecia piekne i jaka egzotyka! sophie

Comments are closed.