Pierwsze podium w życiu!

by Gosia
0 comment

11214208_658763474224180_4352124051173167421_n

Bieszczadów nigdy za dużo! Nie wiem jak Piotrek to znalazł, ale termin i miejsce uczyniły “Tropem Wilka i Rowerów Kilka” idealnymi zawodami do wystartowania w Drewnikową “drewnianą” rocznicę ślubu. Bieszczady i rower – to musiało się udać.

Zawody zorganizowane zostały po raz drugi przez Nadleśnictwa Cisna i Baligród. Nadleśnictwo Cisna znamy i lubimy po Rzeźnickim tygodniu biegowym – na stadionie w Cisnej serwowali biegaczom i kibicom wyborny gulasz z Jelenia. I tym razem nie zawiedli 🙂

Fajne są takie kameralne zawody – mieliśmy wrażenie że prawie wszyscy się znają, a nasza obecność “aż z Warszawy” była chyba pewnym ewenementem. Biuro zawodów ulokowane zostało przy wiacie edukacyjnej w Smerku. Wiecie, gdzie to jest? Nad potokiem Smerek, niedaleko drogi Mirka. Warto zajrzeć i poczytać o działalności nadleśnictwa i o lokalnej faunie i florze.
Trochę się baliśmy, że nie trafimy, więc na miejscu zameldowaliśmy się ponad dwie godziny przed startem. Po szybkim dopełnieniu formalności mieliśmy mnóstwo czasu na relaks nad potokiem. Pod wiatą płonęło ognisko, grała muzyka, zaczynały się przygotowania do grilla. Z krzaków wyjrzał niedźwiedź i został z nami do końca imprezy.

selfie z niedźwiedziem, prywatnie sędzią zawodów wędkarskich na Sanie
Relaks przed startem

Na starcie stawiło się 42 dorosłych i kilkanaścioro juniorów. Oprócz klasyfikacji Open do wyścigu o tytuł najszybszej i najszybszego stanęli też leśnicy. Ruszaliśmy w 10 sekundowych odstępach. No i zaczęło się! Ścigaliśmy się na prawie 10-kilometrowej trasie poprowadzonej najpierw asfaltem, a potem ‘drogą Mirka’.  Profil trasy nie był zbyt skomplikowany – pierwsza połowa zasadniczo pod górę, druga prawie cały czas z górki i płasko na końcu. Wiedziałam, że będzie ciężko, ale poziom tej ciężkości jednak mnie zaskoczył. Żwir, kamienie, zakręty i dołki, a do tego pod górę. Z drugiej strony- powtarzałam sobie – to tylko 5km takiej męki, wokół mnie szumi bieszczadki las, zza drzew widać Smerek, pięknie jest…
Przed zawrotką mieliśmy minąć punkt charakterystyczny, na który zwrócił uwagę jeden z leśników sprawdzających tego dnia trasę: świeżą kupkę niedźwiedzia.  Zacisnęłam zęby i kręciłam ile sił w nogach, “byle do kupy niedźwiedzia!”. Już na pierwszym kilometrze wyprzedził mnie startujący 10 sekund po mnie Piotrek, a potem jak strzały minęło mnie dwóch wielkich facetów na jeszcze większych rowerach. Oni wygrali. Ale i ja jednego dopadłam. Potem wyprzedzali mnie jeszcze kolejni mężczyźni, a mnie nie udało się już nikogo dopędzić. Zresztą zjazd z góry był prawie bez trzymanki i niestety trochę musiałam hamować, żeby na moich względnie wąskich oponach nie wypadać z zakrętów. Ostatni płaski odcinek to już rozmowa z własnymi nogami, że skoro mnie wożą po 150km dziennie, to tutaj jeszcze kilometr też dowiozą. Za metą dosłownie padłam.

Pod wiatą na wszystkich uczestników czekał gulasz, grillowane mięcho, piwo i arbuzy. Klimat był iście biesiadny. Siedzący obok nas zawodnicy wymieniali się uwagami o jakości podjazdów i zjazdów z okolicznych gór. Prawie wszyscy byli ‘stąd’. Z rozmów wynikało, że jeżdżą sobie tak codziennie po tych górskich dróżkach 🙂 i jak my, z nizin, mamy z nimi wygrywać na ich terenie?

Po podliczeniu wyników zastępca nadleśniczego odczytał wiersz jednego z uczestników opisujący dzisiejsze zmagania. Było i o niedźwiedziu, i wilku, i wszystkich miejscowościach skąd przybyli uczestnicy.

Leśnicy mają duże poczucie humoru i sporo dystansu do siebie 🙂 Zarówno otwarcie jak i podsumowanie zawodów okraszone były zabawnymi przemowami, medale przywieźli w rowerowym koszyczku na tandemie: Wilk i Leśnik – dosłownie, jak z plakatu 🙂

nerwy na starcie!
wiozą medale!

Oprócz nagrodzonych najlepszych trójek, wytypowani w różnych ciekawych klasyfikacjach zawodnicy dostawali złote części rowerowe. Pan jadący w budowlanym kasku i rękawicach odebrał złoty łańcuch dla najbardziej eleganckiego zawodnika. Była i złota rama dla najliczniejszej drużyny (coby trzymali się ramy) i złoty hamulec dla zawodnika najdłużej podziwiającego trasę. Ale i złota szprycha dla najzgrabniejszej!

Poza tym wszyscy dostali po worku węgla drzewnego od lokalnego sponsora. Musieliśmy go potem wieźć w reklamówce na kierownicy, bo bagażniki odkręciliśmy w ramach podrasowania rowerów na zawody!

No i co z tym podium? Na podium wywołani zostali najlepsi, reszta wyników miała zostać opublikowana w poniedziałek. I na tym podium mnie nie było… ktoś się pomylił w obliczeniach, a ja dopiero dzisiaj po sprawdzeniu oficjalnych wyników zgłosiłam reklamację. Tak, byłam trzecia 🙂 medal i nagroda zostaną wysłane pocztą. Szkoda tylko że nie będzie pamiątkowej fotki z Wilkiem i brązem na szyi! Ale duma mnie rozpiera.

Może powintropemnam posłuchać fizjoterapeuty i przestawić na rower? Kolejną edycję Tropem Wilka i Rowerów Kilka wpisujemy do kalendarza na przyszły rok. Zawody odbędą się na terenie nadleśnictwa Baligród, na znak czego tamtejszy nadleśniczy odebrał już złotą kierownicę z odkręconymi hamulcami.

 

Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.