Polecieli!

by hajski
0 comment

Zaliczylismy wlasnie jedno z najciekawszych przeżyć lotniczych: lokalny, trwający 50minut lot z San Jose do Puerto Jimenez.

Lokalne przeloty w Kostaryce obsługuje dwóch przewoźników: Sansa i Nature Air. Wybraliśmy Sansę ze względu na lepszą ofertę. Kupiliśmy bilety przez Expedię i chociaż wszystko przebiegło poprawnie, na lotnisku okazało się i ze nasz lot o 8:21 nie istnieje. Pan przy jednym z dwóch stanowisk check in był bardzo pomocny i powiedział ze to się niestety czasami zdarza. A Sansa lata lokalnie często, przynajmniej rano, wiec zamiast o 8.21 wylecielismy o 8:40.
Sansa ma przy międzynarodowym lotnisku w Sam Jose swój własny, mały terminal. Naprawdę mały.

Bagaż stawia sie na zwykłej wadze, na którą trzeba też wejść samemu. Flota Sansy to kilka 12 osobowych samolotów Cessna, wiec każdy kilogram sie liczy! Panowie którzy musieli dopłacać za nadbagaż chcieli negocjować, argumentując to tym, ze sami są szczupli.

Po checkinie dostaliśmy karty pokładowe wielorazowego użytku. Kontrola zawartości bagażu podręcznego była bardzo dokładna, ale w pełni manualna. Nasze bagaże nadawane Pan położył na wózku i wózek popchnął do samolotu, ktory obok kilku innych stał jakieś 10 metrów od gate’u. 

Do samolotu zaprowadził nas osobiście Kapitan i pomógł mi wsiąść po schodkach 🙂 mamy miejsca VIP. Żebyśmy mogli się tam zmieścić drugi pilot musiał trochę podsunąć do przodu swoje siedzenie.

Chyba wszyscy pasażerowie wykazywali podobny poziom ekscytacji i przez cały 50minutowy lot robili sobie nawzajem zdjęcia. Lądowanie było popisowe. Co mnie ubawiło to to, ze z kolującego samolotu można podejrzeć podwórka licznych domów sąsiadujących z lotniskiem. Bezpośrednio przy płocie jest też cmentarz.
Pura Vida!

Powiązane posty