Projekt Wisła: etap 2 – Kraków – Tarnobrzeg

by Gosia
0 comment

Brrrr… jak to możliwe że 20 maja jest tak zimno? Żeby żałować że się nie zabrało rękawiczek z palcami?! No już bez przesady! A może to grozą powiało w obliczu nieuchronnej klęski obozu rządzącego? Jaki by nie był powód tego załamania pogody na południu – nie powstrzymało nas to przed pokonaniem drugiego rowerowego etapu naszej wiślanej wycieczki.

20150523_104327

Angela, Jacek, Gosia. Gotowi do drogi.

Tym razem start był w Krakowie, a konkretnie pod Wawelem. Nastąpiła lekka modyfikacja składu pedałującej trójki (oby od przyszłego wyjazdu stała się ona czwórką, piątką albo i szóstką), ale poza tym bez zmian – pełni energii i żądni wrażeń, tylko ubrani cieplej- stawiliśmy się na starcie. Wcale nie było to takie proste! Jak się zgubi papierowy bilet na rower na pendolino, to nie dość że kosztuje podwójnie, nie można już kupić biletu na 3 rowery, bo miejsca są w sumie 4. A że te 3 przecież były zarezerwowane dla mnie i bezpowrotnie zgubione, to już nie dało się ich wystawić ponownie. Musiałam być dość przekonująca bo pani konduktor nie wystawiła mandatu (wszak nie miałam możliwości uniknięcia kary).

No i jeszcze w nocy już w Krakowie musieliśmy przedrzeć się przez rozjuszone masy sympatyków już teraz prezydenta elekta. Wyglądało to mrocznie, balonika i kotylionika nie uświadczyliśmy.

20150522_212120

to nie byli sympatycy Komorowskiego

Wyjazd z Krakowa rowerem okazał się… trudniejszy niż myślałam. Próbowaliśmy, naprawdę długo i wytrwale znaleźć jakikolwiek ślad szlaku rowerowego. Bez skutku. Żegnaj, Huto! Witaj, DK79, bez pobocza. Ale już po kilku kilometrach trochę na azymut udało się zwiać i przejechać bezproblemowo do Niepołomic. Liczyłam na to, że przez puszczę będzie miło – było świetnie. Wąski asfalt, ruch żaden, ptaków tysiące, można tak jechać cały dzień.

Po krótkiej naradzie postanowiliśmy z puszczy pojechać do promu przez Dunajec w Wietrzykowicach. Po drodze trafiliśmy na sympatyczny lokalny festyn pod hasłem “Krakowski Wianek”, gdzie swoje możliwości wokalne prezentowały zespoły ludowe raczej już nienoszące wianków, za to bardzo wesołe. Sądząc po stężeniu promili w powietrzu dodawali sobie kurażu i rozgrzewali zmarznięte struny głosowe już od rana. Pokrzepieni swojskim jadłem dotarliśmy do pierwszego dzisiaj promu. Fajnie!

20150523_174235

Dalej było podobnie – spokojne, senne wiejskie dróżki, bezludne pola i wiatr w twarz. I tak do samego Solca-Zdrój, gdzie w przytulnym pensjonacie sanatoryjnym ‘Solanna’ mieliśmy zaplanowany nocleg. Sam Solec okazał się mniej ekscytujący niż Goczałkowice-Zdrój (patrz: poprzedni post rowerowy), za to baseny, sauny i kąpiele siarczkowo-solankowe były bezkonkurencyjne. Jak prawdziwi kuracjusze niespiesznie udaliśmy się deptakiem do kompleksu basenowego. I jakież było nasze zdziwienie kiedy okazało się że przejścia nie ma!

Nasze młode, gibkie i wysportowane ciała poradziły sobie jakoś z tą niedogodnością, ale jak to robią Ci wszyscy emeryci?

20150523_193111 20150523_192951

Drugiego dnia pogoda się nie zmieniła – tylko dodatkowo rano padało. Trzeba było trochę samozaparcia żeby wsiąść na rower, ale atrakcje czekające po drodze – Pacanów, Wybory, Zamek w Baranowie – nie pozwoliły nam się za długo wahać.

Pacanów był zresztą tuż za rogiem i to tu postanowilismy spełnić obywatelski obowiązek.

utf-8''zdjęcie 1 20150524_094814

I jakoś tak wypadło że przejazd przez Połaniec okazał się koniecznością, a skoro przez Połaniec to opowiedziałam Angeli i Jackowi o zbrodni Połanieckiej i nadrobiliśmy jeszcze kilometr żeby zobaczyć polskie jądro ciemności – Zrębin. Wyglądało jak każda inna świętokrzyska i małopolska wioska. Brrr.

Później świetna dróżka – wreszcie przy Wiśle – do samego Baranowa Sandomierskiego. No, prawie, bo akurat będący częścią tej drogi wojewódzkiej prom nie kursował. Dlaczego? Nie wiadomo! Smętnie kołysał się na falach, uniemożliwiając tym samym przejazd drogą wojewódzką (tak! droga wojewódzka prowadzi przez taki własnie prom)

20150524_140308 utf-8''zdjęcie

Małym objazdem dotarliśmy więc do krajowej dziewiątki i mostem pod Tarnobrzeg. Wiecie że w Tarnobrzegu jest wielkie jezioro?

A wiecie że TLK z Przemyśla ma możliwość przewożenia rowerów, a w praktyce najlepiej te rowery wieźć w kiblu?

Ciepło (wreszcie!), tłoczno, karton pizzy i nielegalne piwo od TLKowskiego wózkowego; po ponad 4 godzinach podróży wypakowaliśmy się w Warszawie.

Za nami ponad 200km, kupa śmiechu, katar i znów niedosyt że tak krótko.

20150524_160323

w pudełeczku 3 pizze i sosy, w sakwach piwo, jesteśmy gotowi na podróż TLK

utf-8''zdjęcie 2

małopolski Gaudi?

20150524_161153 utf-8''zdjęcie 3

Powiązane posty

Leave a Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.