Projekt Wisła: startujemy! Barania Góra-Goczałkowice, 90km

by Gosia
0 comment

Wiślana wyprawa ruszyła! Bo czemu by po przejechaniu Dunaju nie sprawdzić jak jedzie się wzdłuż królowej polskich rzek? Przecież w telewizji trąbią że już za kilka lat powstanie rowerowa trasa spinająca południe z Gdańskiem. Postanowiłam sprawdzić jak to wygląda w praktyce. A że urlop nie jest z gumy, będę to robić na raty- weekendowo.Jacka nie trzeba było długo namawiać, Krzyśka udało się zwerbować, Piotrek w ten weekend biega, a ja już nie mogłam czekać :)Pierwszy z pięciu zaplanowanych etapów to przejazd od źródeł Wisły pod Baranią Górą do Krakowa.Do Wisły (miejscowości) dostaliśmy się pociągiem z przesiadką w Katowicach. Wieszaki na rowery w IC mamy już sprawdzone, fakt że spędziłam godzinę przy okienku próbując dokupić bilet na rower do internetowego biletu na przejazd też mnie specjalnie nie zdziwił. Za to Koleje Śląskie na swojej stronie umożliwiają zakup biletu dla siebie i dla roweru i za to dostają od nas wielkiego plusa.Po 22 wysiedlismy na ostatniej stacji: Wisła-Głębce.W zupełnych ciemnościach ciężko było nam się wydostać z peronu, ale dzięki wskazówkom lokalnej młodzieży zaczynającej letnią zabawę na ławeczce, dotarliśmy do skrzyżowania skąd eskortował nas właściciel domu gdzie wynajęliśmy pokoje. Gdybyście szukali fajnej miejscówki w Wiśle to polecam gorąco chatkę Kleszczonka.

To drewniany, bardzo klimatyczny i przytulny domek, odbudowany w oryginalnym stylu na wzór 150-letniego domu przodków właścicielki, który niestety się zawalił.Przemiły pan rozpalił dla nas kominek i podsunął lokalną gazetę sprzed 40 lat. Ma cały rocznik i codziennie je wymienia.Wokół chatki gniazduje chyba jakaś lokalna kolonia ptaków, o czym przekonaliśmy w trakcie mojej i Jacka porannej przedświtowej bezsenności.

zadowoleni, najedzeni, zaraz ruszamy!

zadowoleni, najedzeni, zaraz ruszamy!

084

czy takie oznaczenia będą do aż do Morza?

Po iście królewskim śniadaniu, przygotowanym przez lekko zestresowanego pana właściciela (żona zostawiła mu instrukcje jak gotować parówki, sama musiała iść na dyżur) ruszyliśmy w kierunku Istebnej. Szło powoli bo i mocno pod górę, ale bez sakw nie było tak strasznie. Mozolnie wspięliśmy się do Istebnej, skąd malowniczym zjazdem przemknęliśmy obok zameczku prezydenta i już na samym dole znaleźliśmy Białą Wisełkę. Nie mogło się obyć bez moczenia kół i obfotografowania tego faktu.

moment symboliczny - moczymy koła w Białej Wisełce

moment symboliczny – moczymy koła w Białej Wisełce

Wokół zbiornika Wisła-Czarne dojechaliśmy do niebieskiego szlaku który łagodnie piął się w górę Czarnej Wisełki. Niesamowita droga! Wybuch wiosny nad potokiem, mnóstwo ptaków, kwiaty kwitnące między ostatnimi połaciami śniegu, bujna zieleń, z jednej strony piękne słońce, z drugiej – chłodny cień… Zachwytom nie było końca, a że podjazd był łagodny można się było do woli nacieszyć widokami i nawdychać wilgotnego, zimnego powietrza pachnącego ziemią, odwilżą i potokiem. Szkoda że nie mamy całego dnia żeby okrążyć Baranią Górę. Po kilku kilometrach łagodnej wspinaczki zjazd był przyjemnie orzeźwiający. Przez zaporę na zbiorniku który Komorowski ogląda sobie z okna na wakacjach wróciliśmy do centrum Wisły, a stamtąd –  znowu pod górę, do domu po bagaże.

niebieskim szlakiem wzdłuż Czarnej Wisełki

niebieskim szlakiem wzdłuż Czarnej Wisełki

080

Jeziorko Wisła-Czarne, na wzgórzu pałacyk prezydencki

Następny przystanek zrobiliśmy w Ustroniu, gdzie w towarzystwie znajomych (jest życie po korpo!!) zjedliśmy doskonały obiad i jeszcze lepszy deser. Jesli kiedyś będziecie, pizzeria Aldo to punkt obowiązkowy. Bomba!

Kontynuując przejazd przy rzece obejrzeliśmy sobie wiślane brzegi i bulwary w Ustroniu, Skoczowie i dalej jak nas prowadziły znaki nadwiślańskiego szlaku, albo przeczucie że to jest właściwa ścieżka. Praktycznie nie musieliśmy wjeżdżać  na żadne samochodowe drogi. Ścieżką leśną, polną, żwirową, miejscami asfaltową, szkoda tylko że kilka razy trzeba było rowery przenosić po schodach i przez tory, ale wybaczamy to lokalnym włodarzom. Spodziewałam się raczej że trzeba będzie kluczyć w szeroko pojętych okolicach Wisły.

A co po drodze? Krajobraz sielski, masa opalających się, grillujących, pedałujących, łowiących ryby a nawet pływających. Tylko biegaczy nie było! Może wszyscy w Warszawie 🙂

086

Wisła w Wiśle

089

Gdzieś między Ustroniem a Skoczowem

Bocznymi wiejskimi drogami i fantastycznym leśnym duktem który skończył się w Zabrzegu dojechaliśmy do dzisiejszego celu- Goczałkowic-Zdroju. Tu powitał nas prawdziwie sanatoryjny klimat. Mieszkamy przy głównym deptaku po którym przechadzają się kuracjusze, w pensjonacie możemy skorzystać z kąpieli borowinowych a o 18:30 po sąsiedzku zaczyna się dancing. Galeria na ścianie pełna gwiazd polskiego szołbiznesu sugeruje że w naszych łóżkach spała wcześniej Urszula i Jarosław Kret. Żyć nie umierać! Pozytywnych odkryć kulinarno-widokowych tego dnia dopełniła kolacja w lokalnej knajpce i piwo na leżaku z widokiem na jedno z jeziorek przy zbiorniku Goczałkowickim, po grobli którego przejeżdżały pociągi. Taki nocny trainspotting w klimacie plażowym.108

Powiązane posty

Leave a Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.