Ukraina na sportowo – Dni Dobrosąsiedztwa 2015

by Gosia
0 comment

Jest taki jeden weekend w roku, kiedy wojskowi z Dęblina ustawiając pontonowy most na Bugu umożliwiają przejście przez polsko-ukraińską granicę w Zbereżach. Po co to robią? Zbereże (a po ukraińskiej stronie Adamczuki) od lat starają się o uruchomienie stałej przeprawy granicznej.  Tymczasowe przejście ma pokazać, jak bardzo brakuje tu mostu z prawdziwego zdarzenia. Jak dotąd – bezskutecznie. Ale Dni Dobrosąsiedztwa organizowane przez Powiat Włodawski i Obwód Szacki cieszą się sporą popularnością. I od początku towarzyszą im ciekawe wydarzenia sportowe: Bieg Polesie, Rajd Polesie, spływ Bugiem a w tym roku jeszcze zawody wędkarskie.

Zakwaterowaliśmy się naszą dziewięcioosobową grupą w Siedlisku Sobibór, nad Bugiem, 10kilometrów od Zbereży. Towarzyszyła nam silna reprezentacja drużyny obozybiegowe.pl (i przyjaciele ;)). Kontuzje i choroby nie pozwoliły co prawda biec wszystkim, ale każda forma aktywności za granicą ma w sobie coś egzotycznego…

O biegu za wiele nie napiszę, bo moja noga boli wciąż mimo rozmaitych prób rehabilitacji i musiałam odpuścić. Za to zupełnie nie protestuje kiedy jeżdżę rowerem, toteż zapakowałam rower na bagażnik i most pontonowy pokonałam na dwóch kółkach. Celem biegu, organizowanego przez Fundację Bieg Rzeźnika było oddalone od Zbereży o 12 kilometrów jezioro Świtaź. Mam nadzieję że już za kilka dni swoją relację zamieści Piotrek.

Na razie umieszczam krótki materiał filmowy TVP Lublin, nasza drużyna też tu występuje! http://lublin.tvp.pl/21154109/9-sierpnia-2015

A ja jadę przez most. Odprawiam się w namiocie, śmiesznie – zielony brezent, biureczko, komputery i bardzo poważni strażnicy i celnicy. Już kilka kroków za mostem przekraczających granicę dopadali naganiacze, ‘na Switaź, na Switaź’ którzy za 20pln oferowali podwózkę. Jedni proponowali miejsca w starych Ładach, inni – nowoczesnych SUVach i busach. Dziewczyny pojechały, biegacze pobiegli, ja ruszyłam rowerem. Przez większość trasy nawierzchnia była tak zła, że lepiej gdyby jej nie było. Chociaż, nie, cofam – wtedy utonęłabym w piachu. Bardzo nierówna, wyboista i ostra kostka. Jechałam więc w tempie biegowym. Ostatni odcinek to już przyjemny asfalt, trochę  za ruchliwy żeby się nim tak do końca zachwycać. A to co zastałam na miejscu wprawiło mnie w osłupienie. “Kiedykolwiek będziesz w nowogrodzkiej stronie, do Płużyn ciemnego boru zajechawszy pomnij zatrzymać swe konie. Byś się przypatrzał jezioru. Świteź tam jasne rozprzestrzenia łona…” Tyle od Mickiewicza, i to nie o tym jeziorze pisał 🙂  Świtaź to nie małe, ciche jeziorko gdzieś  pośrodku niczego, otoczone lasem, z sennymi wędkarzami, czaplami i rechotem żab. Świtaź to Ukraiński Balaton! Chyba wszyscy którzy dwa lata temu pojechali by na Krym byli teraz nad Świtazią. Pole namiotowe ciągnęło się przez 3 kilometry! Dlatego smsowe wskazówki biegaczy (“jesteśmy przy polu namiotowym”) okazały się nieprecyzyjne i mimo usilnych prób i nurkowania w piachu w kolejnych ośrodkach wczasowych (z OW Sputnik i przystanią u Wołodii na czele) spełzły na niczym. Nie znalazłam ich. Za to zwiedziłam południowe wybrzeże Świtazi, wyleżałam się na brzegu i opiłam kwasu chlebowego z nalewaka (złotówka za 0,5l).

Świtaziowi plażowicze to polscy plażowicze znad zalewu sulejowskiego 20 lat temu. Próżno szukać wysportowanych ciał, Chodakowska i moda bieganie chyba tu jeszcze nie dotarła. Na kocach króluje piwo, kanapki z mortadelą, cebula, ogórki i kiełbasa. W restauracji przy promenadzie wszyscy po kolei zamawiali puree i serdelki. Przez piaski mozolnie pchają rowery okutane w chusty babcie z tekturowymi pudłami na bagażnikach. Sprzedają pierogi z mięsem i kapustą!
Kiedy w końcu złapałam kolumnę biegaczy było już dobrze po 16tej a oni mieli w nogach ponad 30 kilometrów i zmierzali z powrotem do Adamczuków. Ja wykręciłam już ponad 50 i nie miałam ochoty na kolejne wytrzęsienie na kocich łbach w ponad trzydziestostopniowym upale. A że Patrycja i Zuzia wracały z plaży busem, przez telefon zgłosiłyśmy kierowcy konieczność zabrania roweru. No i trochę byłyśmy zdziwione kiedy okazało się, że pan założył że będziemy jechać w bagażniku i zmartwił się tylko tym, że razem z rowerem będzie nam ciasno. Za trudne warunki podróży dostałyśmy 40% rabat. Na jarmarku zakupiłam pyszną wódkę z kłosem i nawet udało mi się znaleźć towarzystwo do kielicha przed snem. Klimat był sielski – Siedlisko Sobibór to dwa połączone stare, ale świetnie odrestaurowane gospodarstwa. W drewnianych domach i stajni urządzone są pokoje, w stodole – jadalnia. Wieczór przeleżeliśmy w hamakach i obok hamaków podziwiając rozgwieżdżone niebo.

przejście graniczne
odprawa
trzęsie!!
Bieg Polesie
Świtaź
Świtaź

Niedzielny ranek spędziliśmy ponownie przy przejściu granicznym.
W ramach Dni Dobrosąsiedztwa po obu stronach Bugu odbywa się jarmark. Kwitnie też drobny nielegalny handel i mam wrażenie, że z tych kilkudziesięciu tysięcy odnotowanych przekroczeń granicy większość miała charakter zarobkowy. Po ukraińskiej stronie można kupić przede wszystkim alkohol i papierosy. Jest też trochę rękodzieła i tradycyjna chałwa słonecznikowa. Panie proponują pączki z jeżynami, a do popicia spod stołka- bimber.

Między ukraińskim jarmarkiem a mostem trzeba pokonać kilkaset metrów piaszczystej drogi. Z krzaków otaczających ścieżkę dobiega odgłos odrywanej z rolki taśmy klejącej. Ukrainki mimo upału paradują w swetrach i długich sukienkach. To tu, to tam spod pachy i stanika wystaje im paczka papierosów. Panom spod nogawek też zwisają kawałki taśmy. Na prędce poprawiają te misterne mocowania w kolejce do namiotu odprawy granicznej. A już w krzakach po polskiej stronie słychać dźwięk taśmy odrywanej z ciała i szelest paczek papierosów. Transakcji można dobić na parkingu albo na takim prowizorycznym stoisku jak to poniżej.

Ale nie tylko wódka i papierosy z przemytu zbliżają nasze narody. Na scenie odbywają się występy lokalnych kapeli a pop i ksiądz odprawiają wspólnię mszę. Polskie koła gospodyń wiejskich oferują wypieki i dania obiadowe. Kotlet z karpia z pieczywem i surówką za 2,50, naleśniki po 1,50. Pysznie!

Popołudnie upłynęło nam na relaksie nad jeziorem Glinki, a potem próbie zamówienia czegoś do jedzenia nad Białym. W wodzie nie było już miejsc.

do wyboru, do koloru
folkowo
z pięśnią na ustach do Polski
Tu były kotlety z karpia
Stragan na parkingu
Jezioro Białe
Są i palmy
Siedlisko Sobibór
na granicy

Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.