Salatka z kielbasy i prysznic w pokoju. Dzien 0, Donaueschingen to Fridingen, 57km

by hajski
1 comment

Nie zwariowalismy 🙂 ale jest szalestwo!
Po pierwsze podroz. Wyjechalismy z Wawy o 20tej, w Norymberdze bylismy po 5 rano. Chlopcy doskonale sobie poradzili z prowadzeniem na zmiane, ja pomagalam im nie usnac zabawiając rozmową i pozowalam do zdjęć. Z racji na późną pore rezygnowalismy z hotelu, bo samo rozpakowanie i parkowanie rowerow zajeloby nam wiecej czasu niz spanie. A rano pociag. Przespalismy prawie 1,5h w samochodzie zaparkowanym doslownie na dworcu 🙂 dobre pozegnanie z Toyotą. Na parkingu superoferte cenowa za postoj przez caly tydzien zaproponowal nam oczywiscie Polak pracujacy tam w punkcie poboru oplat. Po nocy w podrozy i drzemce w aucie posrod dworcowych odglosow i zapowiedzi czekalo nas jeszcze 6h w pociagach (trzech roznych) i dojechalismy do miejsca, gdzie zaczyna sie Dunaj. W ostatnim pociagu jechali z nami sami rowerzysci- sakwiarze, ledwo zmiescilismy rowery! A chlopcy nawet sie w tym pociagu umyli 🙂
I oto Dunaj sie zaczyna. Zamoczylismy symbolicznie tylne kola w miejscu spotkania dwoch strumieni. Nastroje podniosle. W ogóle z tego niewyspania nie do konca wiedzialam co sie dzieje. Ale w ciagu roku przednie kolo zamoczyny w Morzu Czarnym 🙂
I ruszylismy. Niesamowicie! Piekne widoki, pagorkowaty krajobraz, co chwile drewnianym mostem przekraczamy mlody Dunaj. Wszystko po zamknietych dla ruchu, wyasfaltowanych na gladko, doskonale oznaczonych sciezkach rowerowych!
Po drodze minelismy kilkudziesieciu rowerzystow. Trasa prowadzi przez przesliczne wioski i miasteczka, zadbane, pelne kwiatow i ladnych domow. Na bogato! Cale wsie maja dachy pelne ogniw slonecznych.
Nie moglismy sie nadziwic. A jeszcze do tego w pewnym momencie Dunaj wplywa pod ziemie i przez kilkanascie kilometrow pojawia sie i znika w swoim korycie.
Pod koniec dnia trafilismy jeszcze na lokalny festyn i zalapalismy sie na piwko i szynke. Co ciekawe z tej okazji polowa pensjonatow jest pelna a druga polowa nieczynna.
Z tymi pensjonatami bylo dzisiaj ciekawie. Niby w kazdej wsi sa pokoje, ale wiekszosc pozamykana. Przedwczesny byl tez nasz entuzjazm na widok bike&bed, obcertyfikowanego jako przyjazny rowerzystom. Co sie okazalo? Ze sa tylko pokoje bez prysznica. I to nie, ze nie ma prysznica w pokoju. Nie ma tez na korytarzu. Spij rowerzysto, za 30E od osoby, ale sie nie wykąpiesz 😉
Po doglebnym przeszukaniu miasteczka znalezlismy pokoj idealny. Z prysznicem. W pokoju. Doslownie: w rogu stoi kabina prysznicowa. Radosci mamy co niemiara 🙂 i jeszcze przed chwilą w restauracji z racji zamknietej o tej porze kuchni zaproponowano nam do piwa sałatkę z kielbasy!
Wiecej wrazen jutro, czas sie w koncu wyspac w lozku.

Powiązane posty

1 comment

Anonymous 02/09/2013 - 00:05

haha no nie moge z tego pokoju! Ale mocarze jestescie, cala noc na nogach (tzn pupach) w aucie, pozniej pociag i jeszcze rower! – Sofi J.

Comments are closed.