Trzeci dzień obozu- wycieczki biegowe

by Gosia
0 comment

Dzisiaj głównym punktem dnia była wycieczka biegowa. Piszę tę notkę z nogami w górze, ale piszę, nie śpię, więc nie dorżnęłam się na maksa 😉
Moja grupa- najmniej zaawansowana, prowadzona przez Agnieszkę- moją trenerkę z drużyny obozybiegowe- miała za zadanie dobiec do Morskiego Oka starając się jak najwięcej biec, nie isc. Nawet jesli tempo biegu jest wolniejsze niż piechura. Udało mi się biec bez przerwy przez pierwsze 6 kilometrow, potem zrobiłam dwie 100metrowe przerwy na marsz i na gorze byłam dumna, rumiana i pierwsza, w towarzystwie Kasi 🙂

IMG_5021.JPG<br
Widok zatykał. Morskie skute lodem.

IMG_5058-1.JPG

A po kilku chwilach zza winkla wybiegła Zuzia 🙂

IMG_5043.JPG

w schronisku zrobiliśmy przerwę na herbatę, przebranie się w suche rzeczy i przebiegliśmy się jeszcze po zamarzniętym Morskim Oku. O ile w słońcu było super ciepło i przyjemnie, to w tej zacienionej części chyba z -10. Rzeźko!
Nie należy zapominać o obowiązkowej przerwie na zdjęcia, choćby palce przymarzały do ajfona…

IMG_5050.JPG

IMG_5044.JPG

Po każdym wbiegnięciu zwykle następuje zbieganie, w tym wypadku dokładnie 8,5km w dół. Agnieszka zasugerowała zebym się puściła, co zrobiłam ochoczo pomimo lekkiego oblodzenia drogi tu i ówdzie, bo mam megawypasiobe buty i żaden lód mi nie straszny. Artykuł nie jest sponsorowany, to po prostu dobrze zainwestowana kasa.

IMG_5059.JPG

Puszczając się z góry odłączylam zupełnie myślenie i poleciałam 4 kilometry w tempie 4:50, 4:28, 4:35 i 4:51, co oczywiście niewiele wnosi do moich życiówek bo było z górki, ale fajnie tak szybko biec po śniegu. Potem nogi jednak przypomniały sobie ze to trzeci dzień biegania i juz nie chciały tak ochoczo przebierać. Na dole byłam po 44 minutach, co dotarło do mnie po kolejnych pięciu kiedy do przewieszonej w pół na szlabanie parującej mnie dobiła Kasia.
Po drodze w dół spotkałam najpierw wbiegającą na górę najmocniejszą grupę z naszego obozu- prowadzi ich Robert ktory jest najszybszym białym człowiekiem wbiegającym na Mount Everest. Nie wiem gdzie pobiegli po Pięciu Stawach, ale na pewno daleko i wysoko. Za nimi do Morskiego podbiegala jeszcze ekipa w ktorej biega Piotrek, a było to juz po ich wizycie w dolinie Pięciu Stawów co było po Piotrku trochę widać. Może sam zda nam tutaj relację jak już wróci.
A ja się jeszcze zdrzemnę czekając na obiadodokolację, która smakować bedzie pewnie jak wszystko w czasie wypraw rowerowych, czyli po takim mocnym satysfakcjonującym zmęczeniu. Moje nogi zresztą czują się podobnie- bolą tylko uda. Nie boli za to siedzenie, więc moze jednak to bieganie jest lepsze?

Piotr:
28km w poziomie i około 1000m przewyższenia to nie byle co, dlatego przy spotkaniu z Gosią nie skakałem do góry z radości 🙂
Dzień zaczął się od wbiegnięcia do Wodogrzmotów, za którymi odbiliśmy na szlak do Doliny Pięciu Stawów. Bardzo miła trasa, początkowo urozmaicona podbiegami i zbiegami przez lite świerczyny aż do około 1500m npm.

(null)
Mijamy dolną stację kolejki towarowej, którą dowożone jest zaopatrzenie do schroniska – jako że nie da się do niego dojechać.

(null)
A nie da się, bo ostatnia prosta od wysokości Świstowej Czuby to 200m przewyższenia na odległości jednego km czyli konkretna wspinaczka.

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)
Cały trud wynagrodził nam widok zza szczytu. Jeden z tych, które usprawiedliwiają użycie dynamizatorów wypowiedzi, zobaczcie sami:

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

Po krótkiej regeneracji w schronisku – cola, szarlotka i herbata przyszedł czas na powrót. Część stromizny zjechałem w żłobie na kuckach, niestety hamowanie zakończyło sie przewróceniem na brzuch i dalszym kilkumetrowym zjazdem 🙂 otrzepalem sie ze śniegu i potem już tylko spokojny zbieg w dół do drogi do Morskiego Oka i powtórzenie wycieczki Gosi na dobicie. ODLOT!!

Powiązane posty

Leave a Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.