Twarde lądowanie w Kantonie

by Gosia
0 comment

Przy lądowaniu jakoś częściej w kabinie słychać było kaszel. Oczy mnie szczypią. W gardle drapie. Wieżowce spowija żółta niby-mgła. Stacje monitorujące czystość powietrza co godzinę odświeżają pomiary. O 15-tej na liczniku zanieczyszczeń wskaźnik AQI (air quality index) osiągnął 159, czyli ‘niezdrowo’ – osoby starsze, dzieci, chorujący na płuca i astmatycy powinni unikać przebywania na zewnątrz. Tak nas przywitało Guangzhou (aka Kanton) – Chińskie Katowice.

indeks zanieczyszcznie powietrza - dzisiaj na czerwonoPiotrek przykrył się kołdrą na głowę i zażądał powrotu do domu. Na szczęście następnego dnia było lepiej, wyszło nawet słońce 🙂 Żal nam trochę Chińczyków, którzy muszą żyć w takim niezdrowym otoczeniu – jasne, można powiedzieć że sami są sobie winni, ich fabryki smrodzą, ciężarówki nie spełniają pewnie żadnych norm jakości spalin, ale z drugiej strony w 12-milionowym mieście, stolicy przemysłowego regionu ciężko mówić o ekologii. I tak podobno jest lepiej niż kilka lat temu, a żółta mgła spowija wieżowce i bloki mieszkalne z umiarkowanym natężeniem. My pewnie odczuwamy to o wiele bardziej z braku przyzwyczajenia. Widać, że starają się tutaj dbać o czystość i recycling, ulice są myte codziennie, podobnie jak chodniki. Wzdłuż rzeki ciągnie się pas zieleni a drzewa posadzone są na większości ciasnych placyków i skwerków między wieżowcami. Wszystkie autobusy miejskie zasilane są gazem lub prądem, a od paru lat obowiązuje zakaz korzystania z motocykli. Widziałam też parę stacji rowerów miejskich. Tylko jak cieszyć się jazdą nadrzecznym bulwarem ze świadomością, że wdycha się cały ten syf? Trochę sobie nie wyobrażam.
Spędziłam trzy wieczory w pracy więc niewiele napiszę jeszcze o mieście, za to chętnie podzielę się ulubionymi spostrzeżeniami w obszarze kuchni. W Chinach mówi się, że w Kantonie jedzą wszystko co ma 4 nogi, oprócz stołu. W naszej hotelowej śniadaniowni jest taki mroczny zakątek, pełen potraw które ciężko jeść oczami. Po durianie już nic mnie chyba nie przestraszy (poza robalami), więc podjęłam wyzwanie. Wzdrygnęłam się tylko po powąchaniu tego ‘czegoś’ co wyglądało jak… rurka?
W każdym razie, degustacja śniadaniowa objęła kasztany, fioletowe ziemniaki, jajko gotowane w herbacie i ‘stuletnie’ jajko które przyjęło postać galarety. Spokojnie, smakuje całkowicie niczym. Dla równowagi zjadłam też coś względnie normalnego – chińskiego naleśnika z jajkiem, kolendrą i chrupiącym paluszkiem chlebowym w środku.

002

jajo w herbacie, kasztan i ziemniak

001

chińskie naleśniki

004

zgalareciałe jajko. nie ma smaku.

005

na ‘tym’ poległam

Na obiad sporo osób wychodzi na chodnik, gdzie ulokowali się panowie i panie ‘kanapka’ w wydaniu lokalnym – na sprzedaż oferują gorące dania zapakowane w plastikowe i styropianowe pudełka – obowiązkowo dużo ryżu, na tym trochę mięsa z chrząstkami, kostkami i koniecznie jak najwięcej tłustych części, jakaś podduszona w sosie sojowym kapustka i jajko – omlet lub na twardo. Smakuje w porządku, kosztuje mało. Biuro mamy tym razem dosłownie przez ulicę od hotelu. I wszyscy korzystają ze skrótu przez dziurę w siatce odgradzającej dwa pasy jezdni. To i my.
Tyle na początek. Zakładam maseczkę i idę na kolację.

008

007

w drodze do pracy

006

strefa obiadowa

Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.