Vukovar – Novi Sad, 92km podjazdow

by hajski
0 comment

Doszlismy zgodnie do wniosku ze autorzy naszej mapy nie przejechali naszej trasy! Zaznaczyli 5 podjazdow, z czego 3 ostre, a my naliczylismy ze dwadziescia. I to takie 6-9%. Czworo i dwuglowy rosna, banany i pyszne chorwackie pieczywo dodaja nam skrzydel.
Nie bede juz pisac o Vukovarze, rano zobaczylismy muzeum wojny w szpitalu i to nas wyciszylo na cale przedpoludnie. Zdjecia z gopro beda potem na hajski.com. Granica chorwacko-serbska troche nas zaskoczyla. Jedna od drugiej oddzielal stromy podjazd, jakies 2km ziemi niczyjej zarosnietej kukurydza i slonecznikami. Za to serbska stacja graniczna miescila sie w kontenerach i robila mocno prowincjonalne wrażenie. Tym bardxiej ze gryzly tam gzy. Pieczatki zdobyte.

I o ile Chorwacka wies wyglada biedniej od Wegierskiej, to Serbska biedniej od Chorwackiej. Mniej kolorow, wiekszy balagan, trawniczki nie wystrzyzone, wiecej domow w ruinie, stare golfy, skody i mercedesy. Na Wegrzech zaczynali zniwa, w Chorwacji zniwa w pelni, w Serbii juz tylko rzyska. No i gwozdz programu – kwiczaca swinia wieziona w bagazniku Jugo.  Weglowodany uzupelnilismy w knajpie na dworcu pks w Nestinie. Skajowe siedzenia, przybrudzona serbska flaga, muzyka jak prawy do lewego, kibel gorszy niz w Kambodzy i przemily mlody barman. Jeszcze kawalek na poludnie i Nowe Zycie Phamuka. Po drodze jakos duzo rozjechanych bialych kotow, czarnych kotow. Gory atakowaly nas do samego konca, czyli Nowego Sadu. W 36 celsjuszach i pelnym sloncu bylo naprawde ciezko. A tu szal – Exit Festival, czyli tutejszy Opener, a nawet bardziej. Jutro gra Snoop Dog a pojutrze Prodigy. Miasto tetni zyciem, w hostelu ogladamy na zywo rozgrzewke – serbski chor spiewajacy rockowe przeboje. Chlopcy zjedli cale mieso z wojskowej restauracji, w deszczu dobieglismy do hostelu. Serbki po drodze sprzedaly nam Rakije w kolorowych ampulkach.
Brakuje tylko festynu spadajacych gwiazd, ale to pewnie jutro, w Belgradzie. Na razie huk fajerwerkow przeplata sie z chrapaniem w naszym studio.
Zdjecia z dzisiaj troche bylejakie, bo bylo wazniejsze dokola – lapanie oddechu i rytmiczne krecenie na malym przelozeniu. No i bateria padla. Wiecej mamy na kamerze, szczegolnie zjazdy wawozami z widokiem na coraz szerzej rozlewajacy sie Dunav aka Duna aka Dunaj. Niby dopiero sroda, ale jutro ostatni dzien na rowerze, a tak chcialoby sie jechac dalej.

Powiązane posty