W drodze do Siem Reap.

by hajski
0 comment

Stoimy wlasnie w parnych ciemnosciach kambodzanskich gdzies po drodze do naszej dzisiejszej destymacji – Siem Reap. Na oko oceniam ze jestesmy jakis 50km od celu. Kierowca autobusu wlasnie zarzadzil pol godziny postoju w zaprzyjaznionej restauracji z mocno zawyzonymi jak na tutejsze warunki cenami. W ramach buntu – nic tu nie kupimy.
Jesst 19:15, jedziemy tak od 7:30 eano. Najpierw taxi z hotelu na dworzec polnocny w Bangkoku. Dopiero czwarty taksiarz zgodzil sie wlaczyc licznik.Reszta chciala nas naciagnac i pojechac za 200 baht, chociaz kurs byl wart 100. Pan byl mily, oczywiscie nie mowil za dobrze po angielsku, za to pochwalil ske oprawionym w zlote ramki i zafoliowanym zdjeciem z krolowa. To wielki zaszczyt, Tajowie demonstracyjnie wielbia krolewska pare. Potem zaczal szarpac Piotrka za wlosy na rekach i pytac czy to sexy 😀 Na dworcu zaskoczyl nas lad i porzadek, zadnego bazaru ani smieci. Duzo umundurowanych pracownikow ktorzy od razu zaprowadzili nas do okienka gdzie sprzedawane sa bilety do Siem Reap. Od miesiaca na tej trasie kursuje bezposredni autobus za 750 baht. Niestety wszystkie miejsca byly wykupione i zaproponowano nam autobus do miasta przy granicy- Aranyaprathet. Jestesmy wyposazeni w wydruki jak dojechac do Kambodzy i to byla jedna z opcji. Bilet pierwszej klasy na 5,5h podrozy kosztowal 230 baht (zaokraglam to do 23pln). Kierowca osobiscie wskazal nam miejsce a jego asystent podal poczestunek – buleczke i wode. Klimatyzacja rozkrecona na maksa, obserwacje zycia przy autostradzie i ok. 15 bylismy przy granicy. To byl dopiero bazar! Jakies 10 stadionow dziesieciolecia naraz! Jak tylko wysiedlismy obskoczyli nas tuktukowcy ktorzy dowoza do faktucznego przejscia geanicznego. Oczywiscie wysadzili nas przy falszywym biurze naciagaczy ktorzy oferuja pomoc w wyrobieniu wizy. Odrobilismy lekcje i wiedzielismy jak wyglada ten wlasciwy posterunek. Najpierw krotka kontrola na pozegnanie z Tajlandia, potem 100 bat lapowki i 20usd za wize i po pieciu minutach wiza laduje w paszporcie, z wlasnorecznym autografem szefa posterunku. A potem spacer w upale i dluuuuga kolejka do kolejnej kontroli z okazji naszego wjazdu do Kambodzy. Tu mielismy wiele obserwacji zycia przygranicznego. Rwetes panowal niesamowity. W jedna i w druga strone, w tumanach kurzu lokalesi w klapkach i duzych kapeluszach pchali taczki, ciagneli wozki, przyczepki, zasuwali na obladowanych motorkach, rowerach z dostawkami, ciezarowkami, ze wszystkich co warto kupowac w jednym kraju i sorzedawac w drugim. Ryz, kokosy, plastikowe krzesla, dachowki, miotly, wiklina, ciuchy, i jeszcze wiecek ryzu. Rekordzisci w 10 osob pchali wyladowany po brzegi workami ryzu wozek. To wszystko przy akompaniamencie klaksonow, dzwonkow, krzykow i ryku silnikow. Witaj Kambodzo! Ledwie sie rozejrzelismy a juz zaproponowano nam daemowy shuttle bus na pobliska stacje przesiadkowa. Tak tez bylo w naszych instrukcjach wiec pojechalismy. Na stacji juz stal duzy autobus ktory mial zaraz odjezdzac. Oczywiscie odjechal dopieeo jak zajete zostaly wszystkie miejsca, po jakis 45 minutach. Porozgladalismy sie po okolicy stacji i zgodnie stwierdzilismy ze bieda az piszczy. I jak dotad tylko utwierdzamy sie w tym przekonaniu patrzac na mijane wioski pelne skleconych z byle czego domkow na palach. A droga jest jak dzungla – szeroka, bez pasow, wszyscy w zasadzie korzystaja z calej szerokosci wykonujac niespodziewane manewry. Teraz, po zachodzie slonca widac, ze wsie sa w zasadzie nieoswietlone, i podobnie spora czesc kierowcow motocykli. Zza swiatel autobusu wylaniaja sie tylko przydeozne stoiska z bananami, ciastkami ryzowymi i benzyna w butelkach po napojach. W obliczu tych obsewacji guesrhouse ktory nam zarezerwowalam w Siem Reap – z wifi i basenem – bedzie az za bardzo luksusowy. Mam nadzieje ze zaraz sie przekonamy, bo o ile bardzo lubie byc ‘w drodze’ to ta dzisiejsza zaczyna mnie nuzyc.

Powiązane posty