Z Eniseli do Omalo

by Gosia
0 comment

Co to była za uczta! Zwykle jest tak, że na pierwszej wakacyjnej kolacji jemy za dużo, pijemy za dużo, jakby jutro miało nie być. Nie ma chyba lepszego miejsca do takich praktyk niż Gruzja, a w Gruzji lepszego regionu do obżarstwa i picia wina w ilościach hurtowych – niż Kachetia. Toteż po leżakowaniu, kawie i zwiedzaniu winnicy z radością udaliśmy się na kolację. Zamowienie złożyliśmy 3 godziny wczesniej, bo wszystko jest przygotowywane na życzenie, a niektóre dania wymagają dlugiego duszenia i pieczenia. Na stole wylądowały wyłącznie tradycyjne gruzińskie dania: adżapsandał, czyli pieczony bakłażan podduszony z kolendrą i pomidorami (tu w wersji z ziemniakami, nie papryką), lobio (duszona fasola), roladki bakłażanowe z pastą z orzechów włoskich, i lawasz, czyli gruziński chleb tradycyjnie pieczony w glinianym piecu, wczoraj w wersji kachetyjskiej- podłużnej. Przezornie zamówiliśmy tylko dwa główne dania: czkmeruli- kurczaka wolno pieczonego w glinianej misie w aromatycznym bulionie i ostri- ostrą duszoną cielęcinę. Do kurczaka podano nam też slodko-kwaśny sos śliwkowy, a w międzyczasie przegryzaliśmy i smaki świeżymi ziołami- na talerzyku leżała sterta natki pietruszki i czerwonej bazylii. Jak tak leżę w hamaku przed śniadaniem i teraz o tym piszę to zrobiłam się naprawdę głodna. Wracając do kolacji- wszystko zostało zaserwowane jednoczenie i oczywiście na półmiskach- nie ma takiej możliwości żeby ktokolwiek dostał własny talerz i nie dzielił się z innymi. A do kolacji – wino z winnicy w której śpimy. Lekkie, białe, orzeźwiające, dużo było tych dzbanów i w gruzińskim stylu konsumpcja trwała kilka godzin.. Ucztę zakończyliśmy kieliszkiem domowej czaczy. A potem nadszedł czas na długie nocne Polaków rozmowy na tarasie, słuchając szalejących w upalnej ciemności świerszczy. 


Po śniadaniu zapakowaliśmy się do jeepa i ruszylismy w drogę do Omalo.

I już może nie być wpisów przez następne 4-7dni, bo po przejechaniu przełęczy Abano (2800) jesteśmy w Tuszetii, najbardziej niedostępnej krainie Gruzji. Pokonanie 70km zajęło nam ponad 4 godziny, droga wiła się serpentynami nad przepaścią, miejscami przejeżdżaliśmy przez strumienie. Z przełęczy zobaczyliśmy po raz pierwszy ośnieżone czterotysięczniki. Mam nadzieję że pogoda się utrzyma- mimo wysokosci ponad 2000 npm jest bardzo ciepło. 

Jest pięknie, ale musicie mi wierzyć na słowo, bo nawet w Omalo- stolicy regionu- internet jest za słaby żeby wrzucić zdjęcia. 

Dodane po 5 dniach 🙂


Powiązane posty

Leave a Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.