Zimowe Zakopane

by Gosia
0 comment

Stęskniliśmy się za Tatrami, nie było nas tu ponad dwa lata! Trochę ciężko było się wybrać w wysokie góry z nie-lubiącym-nosidła Władkiem, a przyjechać i spacerować doliną Chochołowską jakoś nie pasowało do naszego modelu wypoczynku. Na szczęście jest taka niezawodna instytucja jak Babcia, więc kiedy tylko zgodziła się spędzić z nami czas po Sylwestrze, od razu wybrałam się do piwnicy szukać butów lodowcowych, czekanów, plecaków, kijków i wszystkiego co niezbędne w zimowych górach, a co ostatnio pokryło się lekką patyną.
Udało nam się zarezerwować bardzo fajny apartament z dwiema sypialniami, kuchnią i przeszkloną oranżerią, gdzie Władek mógł biegać do woli a my spokojnie mieliśmy gdzie spędzać czas wieczorami. Polecamy 🙂 Apartamenty Inny Świat. Lokalizacja między skocznią a Krupówkami pozwalała nam wszędzie dotrzeć pieszo i nie musieliśmy przedzierać się samochodem przez zakorkowane o tej porze roku Zakopane. A ludzi był tłum – tych posylwestrowych, dogorywających po upojnej nocy z Zenkiem i tych, którzy przyjechali tak jak my, wykorzystać ostatnie wolne dni do 6-go stycznia. Sporo Rosjan postanowiło w stolicy Tatr spędzić swoje Boże Narodzenie. Lekcja na przyszłość – restauracje na kolacje należało zarezerwować z tygodniowym wyprzedzeniem 😉 na szczęście moja lista rekomendowanych miejsc była długa i udało nam się odkryć inne- nie golonkowo-kwaśnicowe, pyszne miejsca. Listę tych najlepszych znajdziecie na dole wpisu.
Teraz góry! Zakładaliśmy trzy całodzienne, czyli w praktyce 6cio godzinne spacery. Pierwszego dnia spaliśmy do 9, więc ten czas trochę się skurczył 🙂 W pełnym rynsztunku, doposażeni w raki z wypożyczalni ruszyliśmy czerwonym szlakiem z Kuźnic do Murowańca. Aura była iście zimowa, lekki mróz, mnóstwo śniegu i przepiękne słońce. Szło nam się jednak dość ciężko – Piotrka obcierały nowe buty, ja czułam braki w formie. Na szczęście dzięki rakom udało się wyeliminować poślizgi na stromiznach. Nie wiem jak niektórzy z mijanych turystów radzili sobie w zwykłych trzewikach. W Murowańcu byliśmy na tyle wcześnie żeby pokusić się o pomyślenie o wejściu na Kasprowy Wierch (Piotrek) i na tyle późno, żeby uznać, że ryzyko spóźnienia się na ostatni wagonik w dół (o 16.30) jest zbyt wielkie (ja oczywiście). Ostatecznie skupiliśmy się na konsumpcji szarlotki i podziwianiu widoków z Hali Gąsienicowej.

Cudownie, po prostu idealnie
Wracamy, już w cieniu, a na pierwszym planie – Giewont

Drugiego dnia słońce schowało się za chmurami i zaskoczyła nas obfita śnieżyca. Poszliśmy więc na spacer drogą nad reglami, czasem zapadając się śniegu po uda. Piotrek, jak prawdziwy człowiek gór, w milczeniu znosił ból świeżych odcisków. W końcu wczoraj pierwszy raz mieliśmy na nogach nasze lodowcowe buty kupione specjalnie na Kazbek.
Szliśmy w milczeniu, spotęgowanym tą szczególną ciszą, jaka ogarnia świat w gęsto padającym śniegu. I tak doszliśmy na Kalatówki, na spotkanie z Anią i Tomkiem którzy tam spędzali posylwestrowy tydzień. Wyobraźcie sobie teraz nas, w skorupach, rakach, z czekanami, wchodzących do schroniska obok tłumu spacerowiczów w kozakach, którzy zrobili sobie przechadzkę drogą z Kuźnic 😉

Cicho, skrzypiąco, magicznie…

A trzeciego dnia zamiast kolejnej ambitnej wyprawy, poszliśmy z Władkiem na sanki. Szaleństwom nie było końca – bałwany, tarzanie w śniegu, orzełki, słowem: wszystkie śnieżne atrakcje zostały zaliczone. I tu sprawdził nam się Thule w wersji biegowej. Choć, muszę przyznać, mało profesjonalnie wyglądał zaparkowany między dwiema identycznymi przyczepkami, za to wyposażonymi w zestaw płóz (jest taka opcja, w końcu to szwedzki produkt).
Wieczorem pojechaliśmy jeszcze na Gubałówkę, bo jak to tak, nie przejechać się kolejką? A poza tym na górze rozstawiono sporo iluminacji. Pewnie bardziej byśmy się nimi nacieszyli gdyby nie szalejąca wichura, smagająca śniegiem i przeszywająca do szpiku kości. Junior oczywiście nic sobie z tego nie robił i biegał w najlepsze.

i komu zaraz będzie zimno w plecy?
Na całej połaci śnieg
Gubałówka by night


Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to był jedyny śnieg, jaki zobaczyliśmy tej zimy. Razem z pewną wyjątkową salką zabaw na Krupówkach ( o dziwo!) na pewno zapadnie Władkowi na długo w pamięci 🙂

Rekomendacje:
1. Apartamenty Inny Świat
2. Restauracja Zakopiańska – to było inspirowane góralskimi tradycyjnymi daniami jedzenie z górnej półki. Ładnie, arcy-pysznie, elegancko, ale bez zadęcia. Oczywiście z kącikiem zabaw.
3. Bistro STRH– zupełnie nie-góralska kawiarnia z zestawem przyjemnych alkoholi, na 5-tym piętrze kamienicy przy Krupówkach. Raczej dla dorosłych.
4. Ziębówka – karczma w tradycyjnym stylu przy samej Dolinie Chochołowskiej. Pyszne jedzenie i wielki dywan z zestawem samochodzików i pociągów do zabawy na środku, nie w żadnym tam kąciku 😉
6. Cristina – porządna włoska, olbrzymia restauracja na tyłach Krupówek. Mimo pełnego obłożenia błyskawiczny serwis. Oczywiście z kącikiem zabaw.
7. Park Janosika – przestronna i pelna atrakcji sala zabaw, nie jestem fanką takich miejsc, ale bylo naprawdę spoko i estetyka do zniesienia

Powiązane posty

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.